W 1993 roku Emir Kusturica wyreżyserował film, który pozostał na zawsze w mojej
pamięci. Pozostał takim, jakim był, baśniowym i surrealistycznym, dziwnym i sennym a jednocześnie umiejscowionym na amerykańskiej, małomiasteczkowej prowincji. Opowiadał o marzeniach, o dorastaniu, o poszukiwaniu szczęścia, którym towarzyszyła muzyka Bregovica w ten klimat znakomicie wkomponowana.
„Arizona Dream” kojarzy się natychmiast, przynajmniej mnie, z American Dream czyli z karierą od pucybuta do milionera, ze spełnieniem życia według określonych i propagowanych w Ameryce norm, w których mieści się i wolność i demokracja i dostatni dom a w nim szczęśliwa rodzina. W Ameryce wskaźnik rozwodów lawinowo rośnie z roku na rok, sen się nie chce spełniać w skali społeczeństwa a fortuny Rockefellera, Hiltona czy Forda bledną wobec majątków Chu Liam You czy Robina Li. Na naszych oczach realizuje się inny sen, Chinese Dream ale jest to sen tylko i wyłącznie o bogactwie.
Europa chwali się, że posiada około trzystu posiadaczy dziewięciu zer na kontach, Ameryka przekroczyła liczbę czterystu a Chiny tylko w 2011 roku dorobiły się prawie setki miliarderów i tym samym pokonały rekord europejski zbliżając się do American Dream – podaje forbes.com.
Wszyscy chińscy nowobogaccy charakteryzują się wyższym wykształceniem, dojściem do fortuny dzięki uporowi, ciężkiej pracy i własnej przedsiębiorczości oraz motywacją w postaci…wcześniej dotkliwie doświadczanego ubóstwa. Amerykański sen narodził się z idei, chiński wykiełkował z biedy. Amerykański styl życia wspierał rodzinę, azjatycki tylko i wyłącznie postawił na pieniądze. Liczba rozwodów w Chinach również rośnie lawinowo z roku na rok.
Tak na marginesie, to zastanawiam się, czy jest jakiś kraj, w którym nie rośnie. Statystyki podają, że normą większości krajów europejskich jest formalny rozpad co drugiego małżeństwa. „Poza Europą do krajów, w których stosunkowo dużo małżeństw kończy się rozwodami, należą Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Japonia, Korea Południowa, Kuba, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie” – Wikipedia. Domyślam się, że w związkach, które trwają, jakieś 25% zaciska zęby i się męczy z współmałżonkiem z powodów materialnych a 15 % z innych niż materialne uwarunkowań, do których należą małoletnie dzieci. Ale to moja własna statystyka. Jako ciekawostkę znalazłam informację, że w przeważającej części czyli w ponad 70% sprawach rozwodowych powództwo wnosiła kobieta. Czy słuszna byłaby więc w tym wypadku teza, że przyczyną większości rozpadów stadła małżeńskiego są mężczyźni? Żeby wnieść powództwo należy mieć powód i go udowodnić oraz uzasadnić.
W skali poszczególnych krajów ustawodawstwo stara się utrudniać proces definitywnego rozpadu stawiając takie czy inne przeszkody formalne, z wyłączeniem Hiszpanii i wprowadzonych tam w 2004 roku rozwodów ekspresowych. Mnie spodobał się pomysł Chińczyków, którzy do problemu podeszli w sposób emocjonalny. Pekińska poczta wprowadziła usługę dostarczania listów miłosnych dopiero po siedmiu latach. Nowożeńcy mogą przechować swoje wyznania, uniesienia i deklaracje miłosne na poczcie a kiedy nadejdzie kryzys dawne wzruszenia być może odżyją ponownie….Pomysł nazwano jju jju, co oznacza „na zawsze”.
Listy
Listów już tyle do Ciebie wysłałam
Dałam co cieszy, dałam co boli
Złość i miłość w listach wyznałam
Wszystko wyznałam Tobie powoli
Obiecałam, że opowiem co myślę
Obiecałam – opowiem co było
Że wiele listów do Ciebie wyślę
Nie myślałam, że wyznam miłość
Prosiłam – napisz choć jedną strofę
Podziel chociaż jednym wrażeniem
Nie ważne przecież co będzie potem
Potem już tylko piękne wspomnienie….
W tymże konkretnym wypadku listonosz zapuka, jeśli zapuka, tylko „do jednych drzwi”. Czasami może to i lepiej, jeśli ktoś milczy z uporem maniaka niż miałby kłamać lub posłużyć się gotowcem. Tyle tylko ucierpi, że wspominać nie będzie miał czego. Michael Somerville jest znanym pisarzem i komikiem. Na portalu Kobieta.pl odnalazłam jego propozycję listu miłosnego.
„W przeciwieństwie do wielu moich kolegów mam na koncie kilka udanych związków. Może dlatego jestem tym, do którego przychodzą po rady: „Ona chce, żebym pisał do niej listy. Co robić?”. Dlatego zaprojektowałem uniwersalny list miłosny. Chłopaki! Wypełnijcie go według uznania i zostawcie mnie w spokoju, OK?
Droga (wpisz jej imię).
Jestem szczęśliwy, że jesteś w moim (życiu/grzesznych myślach/łóżku/mailowej liście adresowej). Gdy na wyświetlaczu mojej komórki pojawia się Twoje imię, (jestem szczęśliwy, że usłyszę Twój głos/wiem, że będę miał udany dzień/oblewam się gorącą kawą z wrażenia/czekam, aż się rozłączysz, żebym mógł oddzwonić i nie narażać Cię na koszty). Mogę utonąć w Twoich (wpisz kolor jej oczu; jeśli nie pamiętasz, napisz: „cudownych”) oczach i zastanawiam się, jak to możliwe, że jesteś taka piękna, kiedy (budzisz się o poranku/w świetle fluorescencyjnym/pytasz, czy chcę jeszcze jedno piwo). Ale przecież łączy nas znacznie więcej. To Ty nauczyłaś mnie, jak (zatracić się w miłości/rozpiąć Twój stanik jedną ręką/zrzucić piosenki na iPOD/nie kłamać) i za to będę Ci wdzięczny. Dlatego w tym szczególnym dniu chcę Ci powiedzieć, że (chciałbym z Tobą spędzić resztę życia/chciałbym z Tobą spędzić weekend/stać Cię na lepszego faceta, ale cieszę się, że nie chce Ci się go szukać/może nigdy nie będziemy razem, ale zawsze będziesz w moich myślach) Kocham cię. (tu wpisz swoje imię).”


Facebook
Zwierzolubni
Czy to Dziewczyna czy Jarzębina…
Fajna strona, odważna, inna, osobista, kulturalna, społeczna, literacka, magiczna i wnikliwa zarazem.
Świetna nazwa, gratuluję pomysłu, przekonania do własnej pasji, otwartości i poetyckiej samokreacji w czasach na poezję mocno obojętnych. Długie oklaski