Jakiś czas temu, bodajże w zeszłym roku natrafiłam w internecie na rozpaczliwy apel
właścicielki pensjonatu na Mazurach o nicku Khira, który zaczynał się tak: „Kochani czytelnicy, jestem wściekła, bo pensjonat na Mazurach cudownym miejscem jest, ale wiąże się z nim wiele problemów. Na przykład: jak można zrobić rezerwację, nie przyjechać i nie odbierać telefonu? Czy tak trudno jest zadzwonić i powiedzieć chociażby: „Sorry nie przyjadę, Pa” albo wysłać smsa „Nie przyjedziemy”. Nie wymagam nawet dziękuję. Po prostu informacja, żeby moi pracownicy nie czekali jak ciołki z obiadem. Pomijam fakt, że mogę ten pokój wynająć komuś innemu wiedząc, że jest wolny. Chętnych jest sporo.”
Wątpię aby ten apel cokolwiek zmienił, gdyż jak świat światem ludzie nie szanują, tego co czyjeś a czasami i tego, co sami posiadają, też nie szanują. W tym pojęciu i konkretnym przypadku tym dobrem jest „czas”. A niesłowność i niespełnianie podjętego zobowiązania bywa przywarą codzienną nie tylko w biznesie ale przede wszystkim w polityce, w miłości i w małżeństwie. Ja dostrzegam jeszcze tutaj konkretne koszty w postaci zmarnowanego surowca oraz pracy ludzkiej włożonej w przygotowanie posiłku oraz stratę wynikającą z niezrealizowanej transakcji z kimś innym. Khira mogła pobrać należność za pobyt z góry, wziąć zaliczkę za jedna dobę, autoryzować kartę kredytową lub…..sposobów zabezpieczeń przed nierzetelnymi klientami jest kilka i warto z nich korzystać, gdyż jak to się powiada „zostaje się z ręką w nocniku”. Dokonanie rezerwacji jest w pojęciu prawnym równoznaczne z zawarciem umowy a każda umowa winna zawierać w swojej treści również zabezpieczenie jej wykonawstwa po obu stronach lub karę w przypadku jej niewykonania, niezależnie co o tym stanowią ogólne postanowienia KC.
„Czy to taki wstyd/problem/kłopot/niewygoda/trudność zadzwonić czy wysłać smsa? Przecież nie zrobię awantury, nie nakrzyczę czy nie nawymyślam od najgorszych. Zawsze w takich sytuacjach jestem wdzięczna za informację, mówię dziękuję i zapraszam ponownie. Bardzo Was proszę, gdy gdzieś zrobiliście rezerwację, umówiliście się z kimś, ktoś na Was czeka z jakiegokolwiek powodu a możecie się spóźnić więcej niż 15 minut bądź nie dojechać. Informujcie oczekujących. 90% osób to doceni.”
Nie wiem, skąd ta statystyka. Według mnie sto procent doceni. Nawet wystawiony ale i poinformowany o tym w ostatniej chwili przez dziewczynę facet, który wyrzuci bukiecik róż do kosza na śmieci i nie marnując więcej dla niej czasu po prostu rozejrzy się za inną. Niestawienie się na romansowe spotkanie, szczególnie bez słowa wyjaśnienia, oznacza dla czekającego jednoznacznie ujmę, policzek, niepoważne traktowanie i brak szacunku oraz zawiera w sobie równie jednoznaczny komunikat „nie interesujesz mnie, nie zależy mi na Tobie”. Pomijam wypadki losowe w rodzaju utraty przytomności albo złapania gumy i wyładowania się telefonu komórkowego jednocześnie. Oznacza też, że, co tu dużo pisać, niewielka strata, gdyż nonszalanckiej dziewczynie po prostu brak kultury i kindersztuby ale to jeszcze do przeżycia, tego rodzaju braki można nadrobić przy odrobinie dobrych chęci i wytężonej pracy. Gorzej, jeśli powyższe się powtarza a najgorzej jeśli staje się stylem życia. Tego nawet celebrytom i politykom ich fani wybaczyć nie mogą.
U Szwejka
Dzisiaj U Szwejka mam z Tobą spotkanie
W ogródku siądę, cierpliwie będę czekała
Aż w drzwiach się pojawisz niespodzianie
Ręką pomachasz – już jestem kochanie…
Aut się przemyka za oknem tutaj tysiące
I warszawianek w barwnych sukienkach
Gwar na ulicy, kawa ciągle jeszcze gorąca
Na Ciebie czekam przy kawie U Szwejka
Lat znamy się tyle, wiele zostało za nami
Szybko minęły rwąc potokiem bystrym
Okruchy życia wspólnie dzielimy czasami
Sypiemy ptakom krzewów ciernistych…
Dzisiaj U Szwejka mam z Tobą spotkanie
W ogródku siądę, spokojnie będę czekała
Wiem, że przyjdziesz, to nie zapoznanie
To przyjaźń, która długie lata przetrwała….
Warszawska restauracja „U Szwejka”, ponieważ jest położona centralnie czyli w dogodnej lokalizacji a także jest ze względu na to położenie znana, bywa od czasu do czasu moim miejscem spotkań, toteż znalazła się w powyższym wierszyku. Osobiście za nią nie przepadam. Odwiedziłam kiedyś w Czechach gospodę, która ponoć służyła za wzór autorowi opowieści o pucybucie i sprzedawcy psów zarazem, jej klimat utkwił mi w pamięci i nigdzie indziej już go nie odnalazłam. Co nie znaczy, że tenże klimat mi odpowiadał ale przynajmniej wyglądał na autentyczny i niepodrobiony.
„Ja szybko trawię – rzekł Baloun – w moim żołądku nic się nie zależy. Ja, kolego, wsunę na przykład miskę knedli ze schabem i kapustą, a za pół godziny więcej ci o tym wszystkim nie wysram, jak jakie trzy łyżki. Reszta gdzieś tam we mnie przepada. Mówią ludzie, że takie bełdki, jak na przykład kurki, są niestrawne, że wychodzą nienaruszone, więc można by je wymyć i przyrządzić z octem. U mnie przeciwnie, nażrę się tych kurków tyle, że inny pękł by chyba, a gdy idę za stodołę, to tyle tam wszystkiego, co w pieluszce półrocznego dziecka. Reszta się gdzieś gubi we mnie. Powiem ci nawet kolego – zwierzał się Baloun coraz szczegółowiej – że we mnie rozpuszczają się ości ryb i pestki śliwek. Pewnego razu umyślnie pestki liczyłem. Zjadłem siedemdziesiąt knedli ze śliwkami, nie wypluwając pestek, a potem za stodołą grzebałem w tym wszystkim patykiem, odkładałem pestki na bok i liczyłem. Połowy się nie doliczyłem, rozpuściły się we mnie.
Z piersi Balouna wyrwało się głębokie westchnienie.” – „Przygody dobrego wojaka Szwejka” Jaroslav Hasek.
Nie wszystko da się strawić pomimo niezwykłych nawet, wydawałoby się, predyspozycji ku temu. Khira dała wyraz swojej dezaprobacie, chociaż zawdzięcza ją dobrej wierze i brakowi doświadczenia, czyli sobie.
Zdarzyło się, że przebywałam na wczasach w Kołobrzegu i zastał mnie tam tłusty czwartek. Skonsumowałam więc zgodnie z tradycją pączka, w który zaplątała mi się naruszona już wiekiem korona z górnej piątki, przechodząc wraz z pączkiem gładko przez gardło. Udałam się do miejscowego stomatologa po ratunek, nie chcąc marnować sobie urlopu skrzywionym uśmiechem. Dentysta nie widział innego wyjścia, jak tylko takiego abym udała się jak najszybciej do toalety. Trochę mi tamten pan klimaty, o których mowa, przypomniał. Do toalety się nie udałam a urlop uważam za jeden z bardziej udanych. Brak korony w niczym mi nie przeszkodził a wizyta u dentysty rozbawiła, pomimo, że straciłam czas i pieniądze, warto było chociażby dla samej opowieści.
„Czas jest jedynym czego nie można kupić ani odzyskać. Szanujmy swój jak i cudzy czas.” – kończy swój daremny apel Khira. Czas można sobie kupić i dać sobie czas również można. A z perspektywy czasu to już wszystko zupełnie inaczej, przetrawione, wygląda…

Facebook
Zwierzolubni