Żuraw i sokoły

Trochę jeżdżę po Polsce. Namnożyło się przy naszych drogach karczm stylizowanych na ludowo. Co i rusz, jak grzyb po deszczu wyrasta na poboczu słomiana strzecha na mniej lub bardziej udanej stylizacji. Przeważnie na mniej udanej…

A szkoda, gdyż skoro tego typu restauracje, zajazdy, karczmy i tak dalej jak widać cieszą się powodzeniem, warto by było zachować w nich w miarę autentyczne lub wiernie oddane, etnograficzne smaczki naszego kraju. No tak, knajpa czy gospoda to nie skansen a raczej nazywając rzecz po imieniu – muzeum na świeżym powietrzu ale zdarza się, że czasami „przegięcie” w wierności stylizacji bywa dla obeznanych z etnografią skromnie pisząc,  żenujące.

W komentarzu do opowiadania „Piersiówka przy piersi” Dymek Wróblewski pisze: „Niestety – media, TVP oraz inne zespoły filmowe przygotowujące „reklamówki” tworzą je ze szkodą dla polskiej kultury. Mają za nic  dbałość o etnografię, a zwłaszcza rękodzieło, sztukę ludową słowem folklor, który w sposób najwierniejszy oddaje koloryt kraju – naszego kraju – Polski.”

Nie jestem znawcą polskiego folkloru ale muszę przyznać, że tam, gdzie występują ewidentne pomyłki, denerwuje mnie to trochę. Tych mniej ewidentnych nie jestem w stanie wyłapać, więc mnie nie denerwują. Telewizji nie rozumiem, dlaczego takie pomyłki popełnia a może raczej, dlaczego dopuszcza do emisji wytwory niechlujstwa i zaniedbania, żeby nie powiedzieć „szkodliwego niedouczenia”.

„Pana Tadeusza” czy „Ogniem i mieczem” kręcono  w skansenie w Zubrzycy Górnej, Biskupinie, na zamku w Pieskowej Skale i w Fortach Sanguszki w Warszawie i żeby było śmieszniej, Wilcze Rozłogi scenograf Andrzej Haliński umiejscowił między innymi w dworze stojącym w Muzeum wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Scenografia do filmu spotkała się z dużym uznaniem, została wykonana z wielkim pietyzmem i troską o wierność  XVII-wiecznym wnętrzom, kostiumom, militariom i  rekwizytom..

Dwór w Sierpcu widziałam na własne oczy i jestem pełna podziwu dla autorów scenografii, jakich cudów potrafią dokonać w przeciwieństwie do autorów reklamówek.

„Dość też było spojrzeć na Rozłogi – Siromachy, by odgadnąć, jacy w nich ludzie mieszkają. Gdy poseł i pan Skrzetuski zajechali przez bramę ze swoimi wozami, ujrzeli nie dwór, ale raczej obszerna szopę z ogromnych bierwion dębowych zbitą, z wąskimi, podobnymi do strzelnic oknami. Mieszkania dla czeladzi i kozaków, stajnie, spichlerze i lamusy przytykały do tego dworu bezpośrednio, tworząc budowę nieforemną, z wielu to wyższych, to niższych części złożoną, na zewnątrz tak ubogą i prostacką, że gdyby nie światła w oknach, trudno by ją za mieszkanie ludzi poczytać. Na majdanie przed domem widać było dwa żurawie studzienne, bliżej bramy słup z kołem na szczycie, na którym siadywał niedźwiedź chowany. Brama potężna, z takichże bierwion dębowych, dawała przejście na majdan, który cały był otoczony rowem i palisadą.” – Henryk Sienkiewicz „Ogniem i mieczem”.

Największy problem postrzegam w niedźwiedziu. Ekranizację kinową „Ogniem i mieczem” promowała „Dumka na dwa serca” w wykonaniu Edyty Górniak i Mietka Szcześniaka. Dumka to ukraińska pieśń w formie ballady o rzewnym nastroju, często wyrażająca tęsknotę lub żal po utraconej osobie. Zwykle wykonywana z towarzyszeniem bandury –  podaje Wikipedia. Bandura ma wspaniały dźwięk a kresowe „Hej, Sokoły” winny być śpiewane przy jej akompaniamencie, gdyż każde inne sokoły, to już nie ten sam ptak. Moja bandura ma tylko jedna strunę i coś tam na niej udało mi się wygrać na mazurskiej równinie.

Dumka na jedno serce

Rozproszone nasze drogi, rozplecione ręce
Błękit w oczach pustych, usta nie sięgają
Pragnę. Ty nie pragniesz mnie już więcej
Myśli innym torem, ku innej zmierzają
Za tamtą muzyką, za nowym wzruszeniem
Koncert chciałbyś wygrać na sercu już nowy
Zaczarować słówek delikatnym brzmieniem
I koncert gotowy.

Zagrasz jej na fortepianie, skrzypcami zanucisz
Tęskną nutą zwabisz, w talerze uderzysz
Jak w mej głowie kiedyś, w jej głowie zawrócisz
Czule powiesz – uwierz – a ona uwierzy.
Znowu gra muzyczka i ręce splecione
Usta rozchylone i zamglone oczy
Twojego widoku, dotyku spragnione
Koncert grasz uroczy.

Tylko ja z oddali, gdzieś z bardzo daleka
Porzucony motyw cicho nucę w kółko
Żebyś wiedział, pragnę, tęsknię wciąż i czekam
Że na zawsze jestem Twoją przyjaciółką
Może tą muzyczką czasem Cię rozbawię
Może jedna struna za szybko nie pęknie
Koncertu nie było w naszej wspólnej sprawie
Chociaż mi zagrałeś na początku pięknie.

W naszym kraju doliczyłam się ponad setki skansenów. Do miana „muzeum na świeżym powietrzu” pretendują zarówno trzy chałupy na krzyż rozrzucone w nieładzie jak i muzea z prawdziwego zdarzenia, jak te najstarsze, czyli to we Wdzydzach Kiszewskich z 1906 roku, które zwiedzałam ale niestety nie mam zdjęć oraz muzeum założone przez Adama Chętnika w Nowogrodzie koło Łomży, z którego zdjęcia załączyłam do opowiadania „ Pamiętnik pisany na Podlasiu”.

Najciekawsze są skanseny „żywe”, które w pełnej krasie łączą przemijającą całość naszego dziedzictwa kulturowego. Nie tylko  dworki, wiatraki, chałupy kryte strzechą, przydrożne kapliczki ale i  twórcy ludowi dziergający na naszych oczach koronki i rzeźbiący świątki oraz gospodynie wiejskie piekące chleb lub lepiące garnki. Na polach uwijają się chłopi, w zagrodach gdaczą kury i pies hałasuje na uwięzi. W ogródku kwitną kwiaty, w sadzie dojrzewają jabłka a w warzywniaku widać jeszcze odciśnięte ślady stóp Zosi Horeszkówny.

Wspaniale jest pobyć chociaż przez chwilę w tym fantastycznym świecie, tak bardzo różniącym się od fantazji parków w stylu Disneyland, bo autentycznym a i wartościowym w procesie samokształcenia zarazem a do tego czasami i nostalgicznym i sentymentalnym….i rozrywkowym bywa, że też.

W 2003 roku Narada Dyrektorów hoteli „Orbis” zorganizowana została w skansenie przy Muzeum Etnograficznym w Toruniu.  Na klepisku pod stodołą grała kapela, występował kabaret, miały miejsce liczne konkursy a przy okazji pożegnaliśmy jednego z dyrektorów hoteli, który odchodził na emeryturę w tym niecodziennym anturażu. Ale o tym kiedy indziej….

Z tego, co widzę skanseny, szczególnie te żywe, pozostają otwarte dla organizacji różnego rodzaju imprez. Między innymi pozyskują z tego tytułu środki na utrzymanie i rozwój.  Widzę też, że korzystają z możliwości rozwoju, jakie dają środki pozyskiwane z Europejskich Funduszy Regionalnych.  Bardzo mnie to cieszy, gdyż osobiście uwielbiam te miejsca a szczególnie, gdy tętnią życiem i są umiejętnie wkomponowane w krajobraz.  A za stylizowanymi karczmami nie przepadam, chyba, że są w stanie zaproponować coś naprawdę autentycznego lub oryginalnego, jak swego czasu Karczma Hetmańska w orbisowskim Hotelu Victoria….

Zdjęcia: Skansen w Wisła Czarne, Skansen w Sierpcu 2011; Toruń 2003 od lewej stoją: ja,  były Dyrektor Hotelu Orbis w Krakowie, Jacek Kurlit ; Maciej Grelowski – były Prezes Orbis SA- Archiwum Jarzębiny.

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Pamiątki z podróży i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free