„Kiedyś mieli takiego szopa pracza, którego nazwali Herbatnik. Całymi godzinami mogli
patrzeć, jak usiłuje wyprać krakersa. Stawiali na podwórku małą patelnie z wodą, potem dawali mu krakersa, a on prał krakersa za krakersem i za każdym razem się dziwił, że herbatnik znika. Patrzył wtedy na swoje maleńkie łapki i był taki zdziwiony. Nie mógł zrozumieć co się dzieje z krakersem. Większość życia spędził na praniu krakersów. Prał też ciasteczka, ale to już nie było takie śmieszne… Kiedyś wyprał nawet wafelek od loda.”
Powyższy fragment pochodzi z bestsellerowej książki Fannie Flag (Patricia Neal) z 1987 roku pod tytułem „Smażone, zielone pomidory” (Fried Green Tomatoes at the Whistle Stop Cafe). Patricia Neal jest dyslektyczką a poświęciła się pisaniu i odniosła sukces. Jest też lesbijką ale to nie z tego powodu jej bestseller określany jest mianem „literatury w spódnicy”. Opowiada o kobietach, o babskich sprawach, o przyjaźni i pomocy wzajemnej i o kawiarni „Whistle Stop Cafe” w małym miasteczku w Alabamie w latach trzydziestych. Książka dorobiła się też miana opowiadającego o prostych sprawach „czytadła” a kawiarnia miana „spokojnej przystani”, w której serwuje się różne, tradycyjne amerykańskie potrawy a w tym smażone, zielone pomidory i w której zapomina się o bolesnych przeżyciach.
Przystań
Latarnią morską z wysoka przyzywam
Sygnał Ci daję, byś z kursu nie zboczył
Gwiazdą Ci jestem, północną, szczęśliwą
Polarną gwiazdą na nieboskłonie nocy…
Wachlarz jak kruka czarnego skrzydło
Wzrusza powietrze, wiatr w Twoje żagle
Zmień kurs i przybij do brzegu….nagle
Jeśli Ci życie na morzu już zbrzydło…
Przywita Cię ciepłych ramion otwarcie
Przystań bez sztormów i wysokiej fali
Żagle dotąd wiecznie wiatrem rozdarte
Tylko z wysoka będziesz śledził..z oddali
Sygnał Ci ślę, czekam na wysokiej wieży
Byś z dala dojrzał ruch mojego wachlarza
Hej, kapitanie, nic się dwa razy nie zdarza
Czy zechcesz życie tej przystani powierzyć…
„Whistle stop” czyli w wolnym tłumaczeniu „zatrzymaj się na gwizdek” oznacza małą, amerykańską stacyjkę, na której pociąg staje tylko i wyłącznie na żądanie wyrażone przeciągłym sygnałem gwizdka a dźwięk ten dobrze znany jest z niektórych amerykańskich westernów. Dzięki powieści Fanny Flag i atmosferze, którą stworzyła namnożyło się cafe o nazwie „Whistle stop” a termin przeszedł do marketingu politycznego i dzisiaj oznacza: „ zbiór krótkich spotkań polityka w trakcie kampanii z wyborcami, najczęściej w małych miastach, przy zachowaniu formy objazdowej. Zjawisko zauważalne jest z reguły jedynie na gruncie amerykańskim, gdzie powstało i dojrzewało przez lata. Związane ze strategicznym znaczeniem kolei w okresie Rewolucji przemysłowej, jako głównego środka lokomocji.” – Wikipedia.
Czytałam „Smażone, zielone pomidory” dawno temu. Tempo powieści nie należało do zawrotnych, snuło się powoli jak dym z komina. Ninny Threadgoode, pensjonariuszka domu starców tkała pajęczynę historii nieśpiesznie a autorka co i rusz przeskakiwała z lat trzydziestych do pięćdziesiątych i osiemdziesiątych. Trochę chodzę po śliskim gruncie, gdyż niewiele mi w pamięci z tychże opowieści zostało oprócz specyficznej atmosfery i Evelyn Couch, która z nieatrakcyjnej, sfrustrowanej grubaski w wieku dojrzałym przeistacza się w wampa podróżującego różowym cadillakiem i sprzedającego perfumy.
Czytam recenzję Zygmunta Kałużyńskiego napisaną na temat filmu z 1991 roku, którego autorką scenariusza była również Fannie Flag: Główną atrakcją filmu jest duet aktorek, o których nie da się powiedzieć, ani że są urodziwe, ani że młode, ani że oryginalne; a mimo to, czy przepraszam, właśnie dlatego promieniują życiem, autentyką i ludzkością…..
Mój „cadillac” mógłby być pomarańczowy a Pan Kałużyński nie musiałby mnie przepraszać. 
Nie tak dawno temu, bo dwa lata wstecz – a przypomniały mi o tym listy do Krzysztofa, moja przyjaciółka Kasia zarekomendowała mi książkę, którą wtedy czytała pod tytułem „Dom nad rozlewiskiem”. Rekomendacja nie dotyczyła literatury samej w sobie a nawiązywała tylko do mojej sytuacji życiowej, w której to zmuszona zostałam zacząć wszystko od nowa w wieku Evelyn Couch. O książce jako takiej Katarzyna wypowiedziała się, że skróciłaby tekst o połowę dając ten sam przekaz. „Zielone, smażone pomidory” w polskim wydaniu? Nawet do książki nie zajrzałam a tym bardziej nie oglądałam i nie będę oglądać serialu opartego na tejże powieści. Z kilku powodów. Pierwszym jest rozlewająca się powoli rzeka, drugim jest zawartość treści a trzecim dentysta Janusz. Znowu stąpam po śliskim lodzie, gdyż nie czytałam i nie widziałam ale…..
Drogie Panie, zanim zdecydujecie się na ułożenie sobie życia od nowa w jakimś urokliwym
pensjonacie nad rozlewiskiem zorientujcie się na czym ten biznes polega, gdyż możecie wpaść w bagno poważnych tarapatów finansowych, czego nie życzę. Autorce powieści biznes pod tytułem „pensjonat na Mazurach” w realnym życiu się nie powiódł, więc przeniosła go do fikcji literackiej, tym razem z sukcesem. A dentysta? Zawód jak każdy inny ale źle się kojarzy.
Wracając do prania ciasteczek, to bez przerwy słyszę od mojego admina strony Jarzębiny, że mam sobie wyprać cookies ale ja nie potrafię tego zrobić. Mogłabym mieć jakiegoś informatyka w abonamencie….dostawcy usług jeszcze nie weszli na ten najwyższy poziom sposobu ich świadczenia.
Co do smażenia zielonych pomidorów, odnalazłam kilka przedziwnych przepisów w Internecie na przyrządzenie tych przepysznych dla mnie owoców, od sałatki zaczynając a na schabowym z pomidorów kończąc. W rezultacie, rzutem na taśmę lekko je podsmażyłam i dodałam do sosu duszącej się na palniku obok wołowiny „na dziko”. Palce lizać. Proszę mnie nie pytać o przepis, gdyż danie było efektem jednorazowego natchnienia kulinarnego.
Melodię pod tytułem „Whistle stop” odnalazłam jako motyw muzyczny w animowanym filmie Disneya „Robin Hood”, w którym rolę tytułowego bohatera gra rudy lis. Doszukałam się też piosenki pod tym tytułem o następującej treści:
I live in a whistle stop town
Where everyone thinks I’m a clown
because I like to hear the train whistle blow
Just because the trains never stop
They say that I’m gonna blow my top
But I like to hear the train whistle blow
Baby ?? that you’re coming back to me
One day the train will stop and they will see
I know the train will bring you home
I hope and pray it won’t be long
That’s why I like to hear the train whistle blow…..
(mieszkam w miasteczku, w którym wszyscy uważają mnie za clowna, gdyż nasłuchuję gwizdu pociągu ale chociaż pociągi nigdy się tutaj nie zatrzymują ja wierzę, że jeden z nich przywiezie cię do domu i modlę się aby to nastąpiło już wkrótce).
Z tą przystanią literacką różnie więc bywa. Fannie Flag przyprawia pieczeń Dużego Georga Ku-Klux-Klanem i morderstwem a jaka przyprawa dodaje pikanterii kuchni nad rozlewiskiem, nie wiem. W każdym bądź razie słodko-kwaśnie zielone pomidory również należy przyprawić. Można „dziką krową” czyli wołowiną w zalewie według przepisu stosowanego dla dziczyzny. Sprawdzone. A przystań sama w sobie to pojęcie względne. Łabędzie na rozlewiskach budują gniazda pływające na wodzie….


Facebook
Zwierzolubni
Dom nad rozlewiskiem podarowała mi koleżanka do przeczytania. Nie był to przypadek. Odmieniałam swoje życie, a przynajmniej próbowałam. Poznałam mężczyznę z tych okolic Mazur i byliśmy pod swoim urokiem. Podobieństwo miejsca, czasu i odmiany siebie i życia było zdumiewające. Powieść mnie zaintrygowała i przeczytałam ją, no nie jednym tchem, ale szybko jak na mnie i polecam ją innym kobietom, bo to babskie pisanie. W przeciwieństwie do nieudanej przeróbki filmowej.
Nie jesteśmy razem, ale miło wspominam te tereny. Pamiętam widok tych pijaczków z po-pegeerowskich wsi. Zawsze chętnie wracam nad jeziora. I chętnie rozmawiam z przyjacielskim znajomym, zawsze mamy sobie coś ciekawego do opowiedzenia. Mężczyzna, który ciągle dawał mi zagadki do rozwiązania, jakże mógłby mi się znudzić.