Opowiadając o Chorzelach (Martwy jednorożec) natrafiłam na herb gminy Jednorożec, sąsiadującej z Chorzelami i zainteresowało mnie jego pochodzenie. Srebrnego jednorożca symbolizującego Szkocję wprowadził do herbu Anglii Ryszard Lwie Serce w 1198 roku, sadziłam więc, że doszukam się w Jednorożcu angielskich korzeni. Heraldyką się specjalnie nie interesuję, z tego co wiem, nie pochodzę ze szlacheckiego rodu, choć mieszczanie i chłopi również swoje herby posiadali. Kilka lat temu zaintrygował mnie jednak herb Tomaszowa Mazowieckiego, na który patrzyłam każdorazowo wjeżdżając do miasta a wjeżdżałam często pracując w Spale.
Usiłowałam wtedy dotrzeć do historii „Panny na niedźwiedziu” przedstawionej w herbie
Tomaszowa przeszukując Internet i pytając mieszkańców miasta. Trwało to dosyć długo zanim trafiłam nareszcie na człowieka, który miał jakąś wiedzę na ten temat. Do Urzędu Miasta było mi ciągle nie po drodze a pewnie byłaby to najkrótsza droga do poznania.
Otóż człowiek ten opowiedział mi następującą historię: herb Tomaszowa związany jest z legendą o angielskim księciu. Książę ten miał syna i córkę, pomiędzy których rozdzielił swój majątek. Syn okazał się niesłychanie zachłannym książątkiem, które zapragnęło pozbawić siostrę jej części. Podstępem zwabił księżniczkę do lasu, w miejsce, gdzie miał swoje legowisko niedźwiedź, po czym uwięził dziewczynę w grocie misiowi na pożarcie zastawiając wejście do groty ogromnym kamieniem. Sam powrócił do zamku udając niewiniątko.
Dziewczyna kochała zwierzęta i potrafiła z nimi rozmawiać. Zaprzyjaźniła się z niedźwiedziem. Wspólnie odsunęli kamienną zaporę, księżniczka wsiadła na niedźwiedzia i wjechała na nim do miasta. Książę wpadł w podziw nad jej wyczynem, przeprosił siostrę, która mu wybaczyła. Szybko rozeszła się wieść o tak niebywałym wydarzeniu. Powstały wizerunki księżniczki jadącej na niedźwiedziu, które w ramach wymiany podarunków pomiędzy europejskimi dworami trafiły również do Polski.
W jaki sposób jeden z nich stał się własnością Ostrowskich, właścicieli Tomaszowa, tego nie wiadomo. To dzięki nim Tomaszów ma herb z angielskiej legendy wzięty.
Do tematu powróciłam dzisiaj, kiedy to zasoby Internetu znacznie się powiększyły i idąc po nitce do kłębka czyli śledząc losy rodziny Ostrowskich, założycieli Tomaszowa, dotarłam do ich herbu przedstawiającego „ w polu złotym czerwono odzianą pannę w koronie na czarnym niedźwiedziu”, czyli do herbu Rawicz.
Legenda Rawicza powiada o Królu Kanucie Wielkim ( król Anglii, Danii i Norwegii, syn Swenona i Sygrydy, córki Mieszka I Dobrawy, panował w latach 1016 – 1035 ), jego córce Klotyldzie i synu Haroldzie ( w innej wersji legendy Swenonie) oraz o księciu lotaryńskim Gwalderbercie, którego Klotylda chciała poślubić Harold zaś nie chciał wypuścić dziedzictwa siostry czyli skarbów koronnych z kraju.
Po cudzie w postaci jazdy na niedźwiedziu małżeństwo Klotyldy i Gwalderberta doszło do skutku a ich potomstwo zawitało również do Polski osiadając w okolicach Rawy. Książęta w herbie umieścili swoją matkę i nadali mu nazwę od miasta Rawa.
No cóż. Myślę, że należy tylko ubolewać, iż mieszkańcy Tomaszowa nie posiadają wiedzy, o której mowa a i obawiam się, że nie są w tym odosobnieni. Mam na myśli tutaj także swoją osobę i moje rodzinne miasto, czyli Warszawę. O ile legenda o Warsie i Sawie tkwi w świadomości mieszkańców miasta, to pewnie niewiele osób wie, jak ja do dzisiaj, że nazwa Warszawa pochodzi od wyżej wymienionych Rawitów, którzy używali charakterystycznych imion a w tym imienia Warsz. W obrębie dzisiejszego Mariensztatu w XII wieku znajdowała się wieś należąca do rycerza z rodu Rawitów o tym właśnie imieniu. Dzisiejszą stolicę Polski zasadzili majętni, niemieccy kupcy z Torunia na prawie chełmińskim nadając jej nazwę Warszowa lub Warszewa.
Przy okazji ubolewam również, że od ponad roku nie mogę się dostać do muzeum Miasta Warszawy, które ciągle jest w remoncie.
Wracając do panny jadącej na czarnym niedźwiedziu to warto w tym miejscu dodać, że bohaterowie Trylogii Henryka Sienkiewicza Basia Wołodyjowska i Andrzej Kmicic byli herbu Rawicz i z owym czarnym niedźwiedziem mieli wiele wspólnego.
A co też z herbem Rawiczów mógł mieć wspólnego Biały niedźwiedź, król Valemon z
norweskiej legendy a dokładniej dziewczyna w czerwonej sukni i w koronie na głowie jadąca na białym niedźwiedziu. Od tomaszowskiej panny różni się jedynie wieńcem trzymanym w ręku.
Legenda opowiada o królu, który miał trzy córki, dwie brzydkie i pospolite oraz jedną piękną i zwiewną, marzącą o złotym wieńcu. Wieniec pozostawał w posiadaniu białego niedźwiedzia, który postawił warunek, że wieńca nie odda dopóki dziewczyna nie będzie jego. Kto jest ciekaw opowieści o młodzieńcu zaklętym przez starą wiedźmę w białego niedźwiedzia zapraszam na strony Wikipedii albo na strony Facebooka. Ilustracja do tejże legendy autorstwa Teodora Kittelsena posłużyła mi także jako ilustracja do opowiadania „Tsukina Waguma” – niedźwiedź z białym półksiężycem. Tym razem mowa tutaj o japońskiej legendzie, w której kochająca męża kobieta pozyskała sobie przyjaźń niedźwiedzia.

W tymże opowiadaniu wspominam też o rosyjskiej baśni pod tytułem Żaba królewną, w której to książę daje buziaka żabce i w ten sposób przywraca ją do postaci pięknej dziewczyny. U braci Grimm z kolei książę został zaklęty w żabę a z perypetii wybawiła go piękna księżniczka.
Myślę, że wątek powyższy można by snuć bez końca czerpiąc z legend całego świata i znajdując w nich wspólny, uniwersalny mianownik. Coś w tym jest, nieprawdaż?
Kanut Wielki był również królem Norwegii, więc zapewne znał legendę o białym niedźwiedziu i dziewczynie w czerwonej sukni. Posiadając wyobraźnię i posługując się pewną logiką zarazem można by się pokusić o tezę, że Warszawa sięga historią do skandynawskich legend o trollach a warszawska syrenka być może ma wiele wspólnego z syrenką Andersena a nie tylko mitologią grecką.
Czytając o herbie Rawiczów, wybranym na herb Tomaszowa, znajduję informację, że z wielu propozycji herb ten został wybrany przez mieszkańców miasta, gdyż posiadał swoją legendę. Z herbem Jednorożca również związaną jest stara legenda, podobnie jak z wieloma innymi herbami. Legendy nawiązują do tradycji, obyczajów, historii a prawdy zawarte w legendach są uniwersalne. Legendy i baśnie są po prostu ważne, nawet jeśli mowa jest w nich o pocałunku z żabą czy współżyciem seksualnym z białym niedźwiedziem. Odrobina wyobraźni i odrobina logiki wystarczy, by żabę i niedźwiedzia odnaleźć we współczesnych nam czasach.

Facebook
Zwierzolubni