Z życzeniami zwiedzania wszystkich uroczych zakątków Chorzel
z miłością
Sławek
Chorzele, 24.12.2008
Dopisek „z miłością” został dokonany na moje życzenie aby wystąpił bardziej osobisty a i świąteczny, Bożonarodzeniowy akcent. Święta Bożego Narodzenia spędzałam w 2008 roku w Chorzelach.
Kasia i Sławek są moimi przyjaciółmi od lat kilkudziesięciu i na miejsce do życia wybrali sobie Chorzele na Kurpiach, podobnie jak Szyszka z mężem okolice Nowogrodu (Puszcza Zielona). Na szczęście sami nie są Kurpiami, gdyż Kurpie jako wyodrębniony, mazurski„naród” słynną ze swoich cech charakteru, czasami trudnych do akceptacji. Wikipedia powiada, że: „Pierwsi badacze opisujący Kurpiów podkreślali ich swoisty „dziki i szorstki” charakter, skłonność do uniesień i mściwość, ale też gościnność, wytrzymałość na trudy i zręczność łowiecką. Specyficzne środowisko i historyczne doświadczenia są przyczyną, dla której kurpiowski charakter utożsamiany jest z uporem, oszczędnością i umiłowaniem wolności.”
Szczególnie znana jest kurpiowska mściwość za doznaną krzywdę. Z drugiej strony bohaterstwo i patriotyzm Kurpiów znalazły odzwierciedlenie w poezji i literaturze a pruski zaborca ze względu na nieznośny charakter Kurpsiów nie wcielał tutejszych mężczyzn do wojska, żeby sobie problemów nie narobić. Tak przynajmniej twierdzi inny mój przyjaciel, który interesuje się historią i każdorazowo w ten sposób usprawiedliwiał naszego wspólnego szefa: czemu się dziwisz, przecież to Kurpś.
Przewodnik turystyczny, który trzymam w ręku wydany został przez Towarzystwo Przyjaciół Chorzel a zdjęcia do przewodnika są autorstwa Sławka. Ja do Chorzel wpadam od czasu do czasu, żeby odwiedzić moich „kurpiowskich” przyjaciół. Miasteczko to, które można obejść w ciągu pół godziny ma bardzo ciekawą historię, związaną m.in. ze średniowiecznym wytapianiem darniowej rudy żelaza. Najstarsza chorzelska ulica nosi nazwę Rudy (nie przymiotnik tylko rzeczownik) i związana jest z głównym, ówczesnym zajęciem mieszkańców miasta. Jeden epizod tejże historii związany zaś jest z kinematografią.
W 1940 roku, na życzenie ministra propagandy III Rzeszy, Josepha Goebbelsa w Chorzelach realizowano zdjęcia plenerowe do filmu propagandowego pod tytułem „ Heimkehr” (niem. Powrót do macierzy). Propaganda narodowosocjalistyczna ukazywała Polaków jako podstępnych i brutalnych a mniejszość niemiecką jako szlachetną, uciśnioną i bezradną.
„Do realizacji Heimkehra zaangażowano wielkie sławy niemieckiego ekranu, poświęcono na to również mnóstwo środków. Obraz zrealizowała wiedeńska wytwórnia Wiener Film, a reżyserem filmu był Gustav Ucicky. (…) Jego treść miała przekonać Europę o słuszności agresji Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku. (…) W Chorzelach nikt nie domyślał się, o co tak naprawdę chodzi. Ludzi interesowało zamieszanie towarzyszące kręceniu kolejnych scen. (…) Dopiero po latach zorientowano się, co w 1940 roku zrealizowano w Chorzelach” - Przewodnik turystyczny – Gmina Chorzele.
„ukazywano w tym filmie rzeczy straszne. Tłumy matek z dziećmi na rękach biegły pędzone kolbami karabinów. Eleganccy oficerowie bili pejczami po twarzach przerażone staruszki. Woźny kopał w twarz młodą kobietę, błagającą polskiego burmistrza o ratunek. Zbliżenie ukazywało ciężki but i twarz kobiecą zalaną łzami. (…) Obraz naszego zwyrodnienia miał przysposobić Niemców przebywających w Polsce do właściwego postępowania z Polakami” – Wikipedia
Polscy aktorzy grający w filmie zostali skazani przez władze podziemne na karę infamii a po wojnie pięciu z nich oskarżono o kolaborację i osadzono. Igo Sym, werbujący aktorów, został rozstrzelany przez AK.
Zastanowiło mnie, że nieprzejednani Kurpie dali się w ten prosty sposób podejść i ciekawsko zagapieni na wydarzenia, nie pojęli ich treści. Niektórzy nawet wykorzystali okazję aby zarobić przy obsłudze filmowców.
Wraz z austriackimi filmowcami do Chorzel zawitał również porucznik Wehrmachtu Wilm Hosenfeld (1895 – 1952), który uratował podczas drugiej wojny światowej wielu Polaków i Żydów, za co w 2007 roku został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Hosenfeld dostał się do niewoli radzieckiej, której nie przetrzymał. Historię Wilma Hosenfelda i Władysława Szpillmana opowiedział Roman Polański w filmie „Pianista”.
Uroczych zakątków w gminie Chorzele jest wiele do zwiedzania. Jeden ze szlaków turystycznych nosi nazwę Traktu Francuskiego i wiedzie w okolicach Łysej Góry. Miano Łysej Góry nosi w Polsce kilkanaście szczytów, w tym ten najbardziej znany w Górach Świętokrzyskich ((594 m n.p.m.), na którym odbywały się sabaty czarownic. Łysa Góra, o której mowa jest raczej pagórkiem, wystającym kilka metrów ponad nizinny teren. Chorzele własnych czarownic się nie dorobiły. Góra widocznie była za mała aby zainteresować wiedźmy. Wpisana za to jest w rejestr zabytków i w katalogach archeologicznych nosi nazwę stanowiska Rembielin. Odkopano tutaj ozdoby i narzędzia z brązu (IV w.p.n.e) a sama góra leżała na szlaku do dawnej Sambii. Kurpie zajmowali się na podstawie królewskich przywilejów oprócz bartnictwa, myślistwa i rybołówstwa również wydobyciem i obróbką bursztynu. Wyroby z bursztynu powstawały tutaj już w XVII wieku.
A Trakt Francuski? Tędy armia francuska w 1811 roku ciągnęła na Moskwę i tędy również
w 1812 roku uciekali spod Moskwy wycofujący się Francuzi. Powrót tą samą drogą, którą Wielka Armia szła na Moskwę uznaje się za jeden z błędów Napoleona w kampanii Rosyjskiej. Historycy twierdzą, że należało przedrzeć się na południe i w starciu z siłami rosyjskimi próbować jeszcze zwycięstwa. Czyżby dzisiejsza nazwa szlaku miała upamiętniać początek końca Napoleona?
Z Chorzel i przez gminę Chorzele wiedzie jeszcze wiele innych interesujących szlaków turystycznych a w historii okolic można się dokopać wielu ciekawostek, niczym na stanowisku Rembielin. W Pusce Kurpsiosko znajduje się również olbrzymi obszar (36568,6 ha) specjalnej ochrony ptaków ciągnący się również przez sąsiednie gminy Jednorożec, Czarnia, Baranowo i Olszewo-Borki, znany przede wszystkim ze zlotów żurawi. Następnym razem wybiorę się więc w te okolice również nie tylko aby odwiedzić przyjaciół ale i aby upolować żurawia aparatem fotograficznym.
A swoją drogą, co to za zaskakująca nazwa dla miasta i gminy: Jednorożec. „W Uchwale Rady Gminy znajduję następujące uzasadnienie: jednorożec na przestrzeni wieków przedstawiany był w różnych postaciach – nasz jednorożec ma postać jednorogiego konia w pozycji bojowej. Konia, gdyż największa rzeka gminy _ Orzyc, kiedyś nazywana była Orz co znaczyło „Szybki koń w biegu”. Herb nawiązuje do legendy o powstaniu wsi Jednorożec. Wg legendy na terenie dzisiejszej wsi Jednorożec stary bartnik podczas podbierania pszczołom miodu ujrzał jednorożca, a Książę Mazowiecki Janusz III w miejscu, gdzie go upolował kazał wybudować chatę myśliwską i nazwać ją „Jednorożcem”, potem powstała osada.”
Jednorożec, żeby było śmieszniej, widnieje w królewskim herbie zjednoczonej Anglii i Szkocji (XVII wiek) oraz w godle Kanady. Symbolizuje czystość i idealizm, czyli te cechy, które nam się na ogół z mitycznym jednorożcem kojarzą.
Kurpie to legendarni myśliwi, zawołani łowcy i wyborowi strzelcy ale pozwolić zabić symbol miłości i szczęśliwego małżeństwa? A tam. Mało tego. Zabić symbol Chrystusa? Na taką zbrodnię to chyba tylko taki „dziki i szorstki” naród było stać. No tak…krew i łzy jednorożca były na wagę złota.



Facebook
Zwierzolubni