Miodowe lata Jarzebiną – cz.29

Jest! Widziałem Polską Złotą Jesień! Jarzębina mi pokazała. Złoto wkoło….gdzie się nie obejrzałem, to skarbiec ze złotem. Na drzewach złote liście …..niczym dojrzałe gruszki na wierzbie.  Jarzębina mnie cały czas uspokajała, żebym się tak tą jesienią nie cieszył, gdyż jest taki festiwal Warszawska Jesień, muzyki współczesnej, której ona nie trawi. Dlatego wolała mi ten las pokazać w miejsce skazywania moich uszu na dźwięki, których pewnie też bym nie strawił. To dla uszu koneserów a nie dla naszych uszu i dlatego bardziej nas cieszy jesienny las. Też ma swoją muzykę ……

A potem Jarzębina zaprzeczyła sama sobie, gdyż powiedziała, że mam się cieszyć  jesienią. Nigdy nie wiadomo, być może to ostatnia jesień w moim życiu, pory roku by na to wskazywały, potem już tylko zima, a ona tak na naprawdę to nie wie ile ja mam lat, bo ja jestem ze schroniska,  o niewiadomym pochodzeniu i ile mam lat też nikt nie wie, więc może to moja ostatnia jesień w życiu, a skoro ostatnia , to ma być złota i mam się tym złotem napawać.

Na razie to zlotem napawa się Jarzębina ale po kolei. Najpierw zabrała mnie na spacer do lasu a potem nad jezioro, po którym pływały łabędzie. Wszystko było złote, naprawdę, oprócz wody i nieba no i łabędzi. Gdybyśmy przyszli o zachodzie lub wchodzie słońca łabędzie pewnie też by były złote.  Na tym zdjęciu ze mną nad Wisłą w poprzednim opowiadaniu Jarzębina ma złote włosy a tak naprawdę jej włosy nie są złote jak jesień. Srebrne też jeszcze nie są, przynajmniej ja nie widzę a do fryzjera z nią nie chodzę.

Kiedy już sobie pooglądałem  jesień, o którą chodzi tutaj blisko Jarzębina zapakowała mnie w samochód i powiedziała, że teraz zobaczę, jak to gdzie indziej wygląda. Nie mam pojęcia po co jechaliśmy taki kawał drogi, całą Polskę chyba objechaliśmy i wszędzie było tak samo.  Na autostradzie taki jeden pan zamachał przed naszym autem białą chusteczką.  Jarzębina na białą chusteczkę reaguje jak byk na czerwoną płachtę ale tym razem zamiast dodać gazu  wyhamowała z piskiem opon.
Rozmawiali w języku, którego nie rozumiałam nic a nic ale się zorientowałem, że coś jest nie w porządku, kiedy Jarzębina wyjęła portfel a z niego pieniądze.

Pan miał ciemną karnację i bardzo czarne włosy, wyglądał jakoś dziwnie, nie był w kolorze ludzi, których oglądam na co dzień. Zacząłem na niego ujadać, bo kiedyś słyszałem, że tacy ciemnoskórzy to znęcają się nad kobietami w krajach arabskich a Jarzębina jest naiwna i pewnie dała sobie jakiś kit wstawić. Dała mu wszystkie pieniądze jakie miała i potem mieliśmy problem, bo nigdzie w tych złotych lasach nie było bankomatu.  Kiedy już pojechaliśmy dalej opowiedziała mi, że ten pan zagubił swój portfel, w którym miał karty kredytowe, więc nawet gdyby się w lesie bankomat i trafił, to jemu to na nic. Pomyślałem sobie, że mógłbym ten portfel znaleźć, więc zacząłem szukać bezzwłocznie, to znaczy na każdym postoju.

Mówiła, że pan jechał do Berlina z małym dzieckiem i kończyła mu się benzyna…Błagał ją o cztery stówy, które by mu życie  uratowały. Niektórym to  i  cztery miliony życia nie uratowały ale Jarzębina na hasło dzieci robi się miękka. Poza tym nie miała tych czterech stów przy sobie tylko dwie i pół, które ten pan wziął a potem ściągnął z palców dwa wielkie, złote sygnety i jej dał. Te dwa sygnety ważą razem z kilogram złota..Polska Złota Jesień? Potem jeszcze jej obiecał, że da jej cztery stówy za te dwie i pół a ona oświadczyła, że nie potrzebuje jego kasy i tych sygnetów nie potrzebuje też.  Dała mu swoją wizytówkę i powiedziała, że jak mu będzie po drodze, to ma swoje złoto do odebrania na pewniej wsi pod Warszawą.

Jarzębina jest walnięta i szalona i nie wie co to jest biznes!

Ja to bym zjadł te dwa tureckie sygnety z  polską kaszanką i przemycił do Ameryki i tam sprzedał. Zrobiłbym złoty interes.  Czy ktoś by mój żołądek prześwietlił w bramce na lotnisku, gdybym przechodził przez nią pod pachą Jarzębiny? Byłbym na wagę złota!

Jarzębina twierdzi, że już jestem, więc nie muszę się tą kaszanką napychać. W  podróży miałem jeszcze dużo różnych przygód ale o tym opowiem wkrótce.
Po powrocie do domu pod wycieraczką przed drzwiami znaleźliśmy prezent, który tam dla nas ktoś schował. Mieliśmy gościa, który klamkę pocałował. Wygląda jak prezent dla mnie a nie dla Jarzębiny ale ona twierdzi, że to dla niej i, że to wielki skarb ale od czasu do czasu da mi się nim pobawić. Te herbowe sygnety to pewnie skarb ale to pod wycieraczką??? Ale o tym opowiem też kiedy indziej. Może jutro? Jak będę miał czas.  No to na razie…pa

Zdjęcia: Archiwum Jarzębiny, jesień 2011

Ten wpis został opublikowany w kategorii MOJE OPOWIADANIA, Miodowe lata z Jarzebiną, Miłość patykiem pisana i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Miodowe lata Jarzebiną – cz.29

  1. Mariola pisze:

    Czekamy niecierpliwie na ciąg dalszy :)

  2. Katarzyna Łącka-Kaczkowska pisze:

    piękne zdjęcia. A Twoja Pani jest dobrą osobą, więc kochaj Ją swoim wiernym psim serduszkiem. :)

Dodaj komentarz

Twój komentarz zostanie automatycznie opublikowany. Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Spam protection by WP Captcha-Free