„Nie wiem, czy ta wiadomość dotrze do Ciebie – przeżywam atak wirusów, co chwilę jakiś
spyware albo inny koleżka próbuje wysłać meila z mojego laptopa, być może jestem zablokowany. To było właśnie jedno z irracjonalnych zachowań (no bo jak dotrze, to zastrzeżenia będą niepotrzebne, może nawet podejrzane, a jak nie, to po co ta pisanina) jakich u mnie ostatnio więcej niż zwykle: zasypianie o trzeciej, fantazje kulinarne, czytanie książek podsuwanych przez podświadomość (dzisiaj Daisy Miller Henry James’a, o poczuciu odpowiedzialności, które przychodzi za późno, albo wcale) itp., itd.”
Kiedy dostałam tego zabawnego meila od Krzysztofa, natychmiast zajrzałam do swojej biblioteki, żeby odkurzyć pewną, niepozorną książeczkę pt.: Daisy Miller. Nowelkę tę określa się jako zwięzłą, wolną od zawiłości, łatwą do zrozumienia, choć wcale nie jednoznaczną.
W przedmowie Bronisławy Bałutowej czytam: „Kobiety Jamesa są zawsze interesujące i odważne, często nieprzeciętnie inteligentne, świadome swoich celów i możliwości, dociekliwe i aktywne. Postać Daisy Miller uderza świeżością i młodzieńczą żywotnością, jej charakter nakreślony został z rozmachem, bez banalnego czarno-białego konwencjonalizmu.”
Dla przypomnienia tym, którym książka ta się dalej kurzy na półkach, rzecz się dzieje w epoce wiktoriańskiej, Daisy jest młodą Amerykanką, która trafia do europejskiej, snobistycznej high society. Gorszy towarzystwo swoją bezpruderyjnością, temperamentem, lekkomyślnością i naiwnością ukazując się jednocześnie jako osoba nie zakłamana, dobra i wrażliwa. Kryteria moralne Daisy nie są spaczone konwenansami przez co pozostaje outsiderem. Jak na melodramat przystało, mamy w opowieści również niespełnioną miłość i na końcu śmierć głównej bohaterki. Pewną rolę w powieści odgrywa również portret, chociaż nie tak istotną, jak w „Portrecie Doriana Greya”.
Wyjęłam tomik z biblioteki i otworzyłam na pierwszej stronie.
„W szwajcarskim miasteczku Vevey znajduje się wyjątkowo komfortowy hotel. Jest tam,
prawdę mówiąc, wiele hoteli, bo turystyka to podstawa istnienia tej miejscowości. Jak przypomina sobie wielu podróżnych, leży ono na skraju niezwykle błękitnego jeziora, jeziora, które każdy turysta obejrzeć powinien.”
Zostawiłam na boku kwestię dywagacji na temat odpowiedzialności, poruszoną w liście od Krzysztofa i zanurzyłam się przez chwilę w tak mi bliskim, hotelowym świecie, po czym odłożyłam tomik z powrotem na półkę. Przyznaję, że do dzisiaj nie wiem o co mu chodziło w kontekście „Daisy Miller”. Daisy zmarła na malarię, czyli Rzymską Gorączkę, której nabawiła się na własne życzenie w Colosseum, do którego zaprosił ją na spacer Giovanelli.
„Poczucie odpowiedzialności jest dowodem na dojrzałość psychiczną człowieka. Człowiek odpowiedzialny jest świadomy konsekwencji swojego zachowania, gotowy do poniesienia jego skutków”.
Imię Daisy u Henry’ego Jamesa nie jest przypadkowe. Jest symboliczne. Daisy (ang. stokrotka) oznacza kwiat w pełni niczym nie pohamowanego, wiosennego rozkwitu. Imię Daisy nosi również kaczka (Daisy Duck), narzeczona Kaczora Donalda, urodzona przez Disneya w 1920 roku. W tej pełnej temperamentu, niecierpliwej, wpadającej szybko w złość kaczuszce trudno się doszukać delikatnego i pachnącego, kwiatowego symbolu.
„Daisy, nie spotkawszy Donalda, spędziłaby życie w samotności, dorabiając się fortuny na sprzedaży pamiętników”….tak twierdzi Wikipedia. Zrezygnowała z fortuny na rzecz miłości do nieznośnego Kaczora? Jak widać, nie tylko kobiety ale i kaczki są zdolne do poświęceń.
Istotnego wniosku związanego z odpowiedzialnością również w tej miłosnej historii nie znajduję.
Przenosząc się wraz z Daisy Duck z europejskiej high society Daisy Miller do elit Ameryki lat dwudziestych ubiegłego wieku, spotykamy Daisy Buchanan i zakochanego w niej od lat Jaya Gatsby’ego. Tego literackiego standardu Scotta Fitzgeralda chyba nikomu nie muszę przypominać, nawet jeśli się już mocno zakurzył na półce. U mnie się kurzy w wersji językowej angielskiej, książkę też widzę w wydaniach e-book i audiobook. Z ekranizacji powieści (1974 rok) z Robertem Redfordem i Mią Farrow w rolach głównych utkwiła mi w pamięci szafa Gatsby’ego wypełniona różowymi koszulami w każdym, możliwym odcieniu różu.
Różowe okulary mam
Na różowej siedzę chmurze
W różu nurzam się purpurze
I w różowe karty gram
A gdy słońce schodzi nisko
Na różowej też jest chmurze
Śpi już smacznie moje psisko
I w wazonie więdną róże…
Słodki świat jak landrynki
Wata z cukru, słoń, krewetki
Ust korale u dziewczynki
Muszla z morza i rzodkiewki
Na laptopie wiersz różowy
Niczym ongiś gęsim piórem
- Przyszedł nagle mi do głowy –
Piszę do Cię w dzień ponury
Puszczam w niebo mój balonik
Niech różowych sięgnie wzgórz
Niech usiądzie na Twej dłoni
Baletnicą z Moulain Rouge.
Od czasu do czasu zakładam różowe okulary i wtedy wszystkie sukienki w mojej szafie też są różowe. Historia miłości tajemniczego Wielkiego Gatsb’yego toczy się na tle szemranych interesów, prohibicji, romansów i zdrad, wytwornego życia elit i pustki tego życia, pozbawionego kręgosłupa moralnego. Gdyby Krzysztof napisał o Wielkim Gatsbym, pewnie również miałabym problem, o którą z odpowiedzialności mu chodzi, gdyż wydaje się, że bohaterowie Fitzgeralda nie znają tego pojęcia wcale. Bezwzględni, materialistyczni, traktujący innych jak pionki w grze uciekają od odpowiedzialności, kiedy dochodzi do tragedii. A Daisy? Daisy jest piękna, pachnąca i zdemoralizowana. Kwiaty mają różne oblicza.
Księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, zwana Daisy, nie jest postacią literacką.
Pani na zamkach w Książu i Pszczynie żyła w latach 1873 -1943 i przeszła do historii jako osoba ciepła, przyjazna i współczująca. Współwłaścicielka ogromnej fortuny męża dzieliła się bogactwem, prowadziła działalność charytatywną, pomagała ofiarom pierwszej wojny światowej. Drugiej wojny światowej już nie przeżyła. Piękna blondynka o jasnoniebieskich oczach uchodziła za jedną z najpiękniejszych kobiet swojej epoki. Jej ślub z Janem Henrykiem XV von Pless, spadkobiercą fortuny Hochbergów miał miejsce w Westminsterze i stał się wydarzeniem na miarę europejską. Ślubna wiązanka panny młodej zrobiona została z kwiatów pomarańczy.
„Brytyjska arystokratka była ozdobą salonów europejskich, fascynując mężczyzn już w momencie przekroczenia progu pomieszczenia. Inteligentna, oczytana, pełna temperamentu, nie bała się występować w sprawach uważanych wówczas za typowo męskie. Ku przerażeniu męża, Jana Henryka XV, teściów i innych członków niemieckiej elity łamała ustalone zasady: potrafiła zmienić konwencję stroju, miała też odwagę krytykować absurdalne i kosztowne plany budowlane życiowego partnera oraz wydatki na służbę, której liczba dziwiła ją i przerażała.” – Wiadomości, Wałbrzych, 30 listopada 2011.
Rozwód Księżnej z Janem Henrykiem miał miejsce w 1923 roku. Jego przyczyna nie jest
znana ale źródła historyczne podają zamiłowanie księżniczki do flirtowania, w którym była ponoć mistrzynią i o którym napisała książkę. „Flirtowanie jest mniej naganne, jeżeli praktykowane na mężczyznach już nie młodych. Jest ich o wiele łatwiej omotać niż chłopców, a cierpią oni mniej od tych pierwszych. Flirt to kobieca sztuka, praktykowana na mężczyznach dla rozrywki i dla chwilowego, osobistego triumfu. Mężczyźni nie flirtują. Oni szukają tylko obiektów do pożarcia.”
Adolf Fryderyk VI – wielki Książę Maklemburgii popełnił samobójstwo ponoć z powodu „prowadzenia się” Daisy. Księżna zmarła odosobniona w wałbrzyskiej willi, do której została wysiedlona z Zamku Książ przez nazistów.
Poczucie odpowiedzialności, które przychodzi za późno albo wcale…


Facebook
Zwierzolubni