Witam, witam….już zimowo i świątecznie. 
Wczoraj szukaliśmy z Jarzębiną zeszłorocznego śniegu ale ani zeszłoroczny ani tegoroczny nie napadał. Nie będzie białych Świąt…aż nawet mi się nie chce w tych burościach spacerować. Siknę tu, siknę tam i już bym wracał do domu.
Do Świąt jestem przygotowany. Zrobiłem sobie zapasy i zagrzebałem w moim nowym posłaniu. Zakopałem głęboko, żeby mi szynszyle serdelków nie wyjadły.
Przedtem zakopywałem w Jarzębiny łóżku, na przykład na ostatnią Wielkanoc zagrzebałem w pościeli kiełbaskę, która wypadła przy ścieleniu łóżka. Była awantura a ja tylko chciałem sobie ją ususzyć.
Mojego posłania nikt nie ścieli, więc niebezpieczeństwa nie ma.
Podsłuchałem rozmowę Jarzębiny z jednym panem, który twierdził, że ścielenie łóżka to strata czasu. Rano się układa pościel tylko po to, żeby wieczorem to co się ułożyło popsuć. Zgadzam się z tym panem, po co sobie pracy dodawać? Poza tym w takim pościelonym widać, gdzie jest kiełbaska.
Nic mi się nie chce ostatnio. Tylko bym się wylegiwał od rana do wieczora. Jarzębina mnie pogania. Twierdzi, że już jej się znudziło oglądanie w kółko tego samego, czyli moich klejnotów. Wielbłąd to mój klejnot w koronie i mnie się ciągle podoba. Nie wymienia się kogoś tylko dlatego, że mu się znudził….
Jarzębina twierdzi, że ludzie tak często robią nie tylko ze zwierzętami ale z innymi ludźmi też.
Ona jest teraz bardzo zajęta szynszylami, rozpieszcza je okropnie, kupuje im różne
smakołyki i karmi nimi z ręki. Mam nadzieję, że mi w Święta też coś ekstra ze stołu spadnie, jak już z ręki nie dają. Dzisiaj dostały pestki z dyni, suszone jabłuszko i drylowane daktyle. Świąteczne smakołyki. A ja jakbym sobie nie porobił zapasów wcześniej i nie schował, to nie miałbym nic.
W Wigilię o północy muszę się z Jarzębiną w tej kwestii na poważnie rozmówić. Nie chcę niejadalnych daktyli ale szynkę od Selfridges’a na Oxford Street w Londynie to bym zjadł. Kilogram kosztuje ponad tysiąc złotych, mięso jest solone i wędzone ponad trzy lata. Wiem co mi odpowie….że skoro uważam swoje klejnoty za wyjątkowo cenne, to mogę je sobie na tę szynkę wymienić. Ale spróbować pogadać zawsze mogę.
Dzisiaj też świątecznej tradycji stało się zadość. Wystawiony zostałem na męczarnie prania. Na szczęście nie w pralce. Pranie było ręczne bez namaczania. Woda zalewała mi oczy a jej namydlona szamponem ręka trafiała wszędzie na moim ciele. Tam gdzie lubię i tam gdzie nie lubię. Takie zachowania powinny być karalne.
Jarzębina wygląda po tym akcie na zadowoloną. Mówi, że lubi, kiedy ładnie pachnę.
Pora na życzenia. Wszystkim, którzy czytają moje „miodowe lata” życzę Świąt słodkich jak miód, moim fanom, którzy do mnie piszą życzę pięknych nie tylko słów ale i pięknych, świątecznych chwil a wszystkim, którzy niechcący trafią na tę stronkę życzę wesołych i radosnych Świąt z wieloma ulubionymi smakołykami. Szynszyle piszczą, że od nich też najlepsze życzenia, więc od szynszylek ślę pozdrowienia.
Wasz wyprany Korek.


Facebook
Zwierzolubni
Koreczku, warto się było pomęczyć podczas świątecznego prania – efekt jest nadzwyczajny.
Życzę Wam wspaniałych Świąt. Napisz koniecznie jak je spędziłeś
Również życzę z okazji Świąt mało stresów i dużo ciepłych uczuć w sercu – Dyrektorce i całemu ogródkowi zoologicznemu i jak się okazuje ostatnio również salonikowi ‘jubilerskiemu’ oraz małoodczuwalniekryzysowego (w tym również zawodowo ..) AD2012
Kynolog
ps. no i może jednak odrobinę bardziej zimowej aury?