- Przykro mi, baco, ale macie raka.
Baca zasępił się, pomyślał, podrapał po głowie i pyta:
- Doktorze, a nie możecie mi napisać, że mam ejds?
- AIDS..? No, ale dlaczego Baco? – pyta zdziwiony doktor
- Ano, po pirse, to bede pirsy ze wsi co ma ejds, po wtóre, to bede mioł pewność, ze po mojej śmierci mojej baby zaden nie rusy, a po tsecie, to chciołby zobacyć mordy tych, co juz jom rusali..
Powyższy humor ściągnęłam z bloga mojego znajomego Francika, którego ile razy mam okazję tyle razy proszę, żeby pisał na swoim blogu gwarą, gdyż po prostu gwarę z tego góralskiego, beskidzkiego rejonu Karpat lubię. Przeczytałam wypowiedzi językoznawców, którzy się na gwarach regionalnych znają, że w tymże regionie wyodrębnić można gwary bardzo ale to bardzo lokalne, takie jak na przykład mowa mieszkańców Istebnej i Koniakowa a także położonego dzisiaj w Republice Czeskiej Jabłonkowa, które zamieszkiwała góralska szlachta mieszczańska. Lubię też folklor góralski, góralskie przyśpiewki, tańce i góralskie zwyczaje.
Nie uwodź, nie uwodż,
Bo mnie nie uwiedzies,
Pokiel na koniusiu,
Po mnie nie przijedzies…..
albo
U mojego ojca,
Wszystko po francusku,
Pies na wolności,
A jo na łancusku.
Gwara, w tym ta góralska, jak każda mowa jest płynna, zmienia się w czasie i bardzo bym chciała, żeby rozwijała się dalej a nie zaczęła wegetować jak dzisiaj łacina, kiedyś język ogromnego Imperium Rzymskiego.
Do zajrzenia na blog Francika, co też tam u niego słychać a tym samym, co słychać w Wiśle, namówił mnie dzisiaj Robert Janowski swoim programem Jaka to Melodia, w którym do finału doszedł i go wygrał góral w kapeluszu z piórkiem, kozą i skrzypcami. Tym samym tegoroczne Święta dobiegły końca dla mnie bardzo przyjemnym, przyjemnym tym bardziej, że niespodziewanym akcentem. Mam tu na myśli szczególnie kozę, która na tych stronach zagościła kilkakrotnie w różnym kontekście, powodując tym samym różne skojarzenia.
Z całą pewnością będę wspominała tegoroczną Wigilię z kolędami śpiewanymi chórkiem
przy akompaniamencie gitary, spotkanie z bardzo dawno nie widzianymi przyjaciółmi, którzy na Święta przyjechali do Polski i pierwsze, świąteczne rozstanie z synem, który ten czas spędzał na innym kontynencie i wszystko wskazuje na to, że tak już zostanie.
Przyszły rok, czuję to „przez skórę” przyniesie dla mnie wiele zasadniczych zmian, o których dzisiaj jeszcze nie chcę myśleć.
I can’t think about that right now. If I do, I’ll go crazy. I’ll think about that tomorrow (Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro.), zwykła mawiać uparta jak góralka Scarlett O’Hara w „Przeminęło z wiatrem”.
O góralach powiada się jeszcze, że są silni, twardzi, dumni i nieugięci. Zbratani z przyrodą pewni siebie samotnicy owiani legendą gór i ich tajemnicą. To górale ustanawiali przez lata reguły pozostając samowystarczalnymi w nieprzyjaznym, górskim środowisku, odwołując się „do swoich wewnętrznych zasad i wartości”. A mądrość życiowa Bacy, od której rozpoczęłam niniejsze opowiadanie można lokalnie przyrównać do mądrości Salomona.
Nie przesadzajmy jednak, górale to też ludzie i posiadają przywary, o których nie napiszę, żeby siekierką w plecy nie zarobić. Nie ulega jednak wątpliwości, że gdzieś tam we mnie tenże góralski charakter tkwi z dziada pradziada….
Góralski kapelusz posiadam a wianek wypatrzyłam na stoisku Beskidu Śląskiego w czasie targów i uwieczniłam na zdjęciu, żeby sobie od czasu do czasu pośpiewać:
O mój Janicku weź, mnie weź
Bydym Ci dawać dobrze jeś
Bydym Ci smażyć, bydym Ci ważyć
Bydym o Ciebie zawżdy dbac.
a od siebie dodam:
Posagu ja nie mom
Wianka tyz nie nose
Ino, ze cie kochom
Weź mnie w dom, ja prose
Na góralskim weselu w Tatrach bawiła się dwa lata temu młoda, celebrycka para, czyli Michał Żebrowski i Aleksandra Adamczyk. Geralt, Pan Tadeusz, Jan Skrzetuski, Sindbad oraz Turjag Huncaga z Janosika w jednej osobie wdział tym razem góralski kapelusz i podjechał na koniku po pannę młodą w życiowej a nie filmowej roli. O góralskim weselu, po dwudziestu kilku latach małżeństwa z Andrzejem Dużyńskim marzy też Maryla Rodowicz - oświadczyła niedawno piosenkarka w jednym z wywiadów.
„Jak napisał dziennik „Super Express”, ceremonia zaślubin pary była bardzo skromna. Odbyła się jedynie w obecności świadków Agnieszki Osieckiej i Seweryna Krajewskiego (…) Piosenkarka poinformowała dziennik: „Chcę mieć wesele góralskie i ślub kościelny. Chciałabym to wszystko przeżyć.” – 27 czerwca 2011.
Droga impreza, górale się cenią.
Zdjęcia: Archiwum Jarzębiny 2011
PS. W prezencie pod choinkę od Giedymina prezentacja polskiego folkloru na lodzie do obejrzenia na You Tube po wybraniu 2008 W Budner Moscicki: Tańczą – Jan Mościcki (ur. 6 lutego 1988 w Łodzi) – polski łyżwiarz figurowy z Joanną Budner (ur. 27 grudnia 1988 w Łodzi) – polską łyżwiarką figurową. W duecie startują w kategorii par tanecznych.
Trenerami pary są Bożena Bernadowska i Alexei Gorshkov.


Facebook
Zwierzolubni
Jak ja kocham gwarę góralską.
Ksiądz Tischner, z którym rozmawiałem w Kolbuszowej, tak mnie rozśmieszył że spadłem z ławki.
Szkoda że nie mam pamięci do dowcipów.
Kocham gwarę.
Mowę poznańczyków, krakusów, śląską, Podlasia… i tę warszawską ( http://www.tvp.pl/warszawa/informacyjne/kurier-warszawski/wideo/27112011/5749557 ).
W dialektach cieszą mnie również regionalizmy powstałe pod wpływem języków obcych, np.: poznańskie tytka – torba papierowa’, fyrtel – okolica, rejon’,
krakowskie kachla – flaszka,
białostockie pastka – pułapka na myszy.
„Gwara to język rodzinny, język żywy (…). Ktokolwiek nie badał starannie gwar swego języka, zna go tylko do połowy” . Tak wypowiedział się prof. Witold Doroszewski.
Piszesz Jarzębinko „…Gwara, w tym ta góralska, jak każda mowa jest płynna, zmienia się w czasie
i bardzo bym chciała, żeby rozwijała się dalej a nie zaczęła wegetować jak dzisiaj łacina, kiedyś język ogromnego Imperium Rzymskiego…..”
Podczas mojej pracy w Zespole „Mazowsze”, miałem często kontakt z Polonią (na całym świecie)
i uwierz mi, prawie zawsze, bezbłędnie rozpoznawałem z jakiego regionu Polski pochodzą gospodarze, bo tak jak pisał w swoim „Poemacie o mowie” Mieczysław Jastrun:
„Człowiek ze swoją mową zrośnięty jest ciaśniej
Niż drzewo z ziemią”.
Do niniejszych wynurzeń sprowokowałaś mnie Jarzębino tematem góralskim – The Tatra Mountains – Tatry
) Niestety specjalista w dniu poprzedzającym bal sylwestrowy połamał sobie obojczyk na stoku zjeżdżając na snowboardzie. Zagipsowany z ręką w geście nazistowskiego pozdrowienia nie był wstanie obsłużyć tych ‘profesjonalnych’ fajerwerków odpalanych w specyficzny (elektryczny – na krótkim loncie) sposób. Znam się na tańcu, śpiewie. Mogę doradzić jak wejść na scenę i co zrobić, żeby z niej nie spaść… ale wybuchy około moich nogawek – to ponad moje siły! Wówczas pan Andrzej W.
i dlatego chciałbym przytoczyć niniejszym kilka anegdot dotyczących uwarunkowań charakterologicznych górali tatrzańskich.
Najczęściej spotykam się z mamą pierwszej wokalistki zespołu „Brathanki” – Hani Chowaniec „Rybki” i jej rodziną. Moim zięciem jest ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, że nie wspomnę o wielu innych zaprzyjaźnionych ‘góralach’ nie tylko z Zakopanego.
Skoro już wymieniłem stolicę Tatr to przytoczę kilka wspomnień:
W czasach, gdy jeszcze hotel >KASPROWY< w Zakopanem na Szymaszkowej należał do polskiego Orbisu, miałem przyjemność organizowania balów sylwestrowych. Jak każdy człowiek również pani dyrektor hotelu ś.p. Zofia Cybulska miała swoje upodobania, a były to ‘ognie sztuczne’ odpalane zaraz po rozpoczęciu Nowego Roku. Musiały to być najładniejsze, najwyższe i zawierające elementy nowości na rynku pirotechnicznym. Nigdy dotąd nie zawiodłem swoich kontrahentów. Znalazłem taką firmę
– pracownik tego wspaniałego hotelu, (pasjonat długopisów)
– z zamiłowania „złota rączka”
– od urodzenia góral (!)
Przygotował mi do odpalenia ten, jak dla mnie „kaskaderski” pokaz, który wypadł najlepiej od co najmniej dziesięciu lat a potem już nikt nie powtórzył tak pięknej noworocznej iluminacji na niebie.
Innym razem „gwoździem programu” balu sylwestrowego był pokaz laserów. Wówczas nowość w Polsce, a najatrakcyjniejsze urządzenia posiadała firma z Poznania. Obsługa tego widowiska wymagała zaangażowania dodatkowo pracowników technicznych. Okazało się, że byli to studenci AWF Poznań. Wiadomo, że po godzinie 12:oo „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Młodzi naukowcy WF poprosili mnie, o zgodę na odwiedzenie kolegów, którzy przebywali na zgrupowaniu sportowym w okolicy. Moja odpowiedź była pozytywna, ale pod warunkiem, że wrócą na 5:oo rano, gdyż pozostanie wtedy tylko czas dwóch godzin na sprzątnięcie sali i przygotowanie śniadania dla gości, którzy nie uczestniczyli w nocnych pląsach.
Chłopcy chyżo pobiegli do taksówki. Było dość daleko wiec licznik wybił ok. 45,oo zł. Wszyscy otrzymali zaliczki, tak więc najniższym nominałem, który posiadali były banknoty 100,oo zł. Niestety taksówkarz dopiero zaczynał pracę i nie miał ani grosza reszty. Okazało się, że z uzbieranych drobniaków wyszło zaledwie ca. 10,oo zł. Pan taksówkarz – góral nie robiąc ceregieli przyjął je i rzekł „tero mi dudków nie feluje, idzcie z Panem Buckiem”.
Na drogę powrotną studenci zamówili taksówkę poprzez „Radio-taxi”. Podczas oczekiwania przed schroniskiem podjechała policyjna ‘Nyska’. Po otwarciu się drzwi radiowozu usłyszeli : „Wsiadajcie brat nie może przyjechać, miał kurs z klientem do Nowego Targu”.
Zdążyli wrócić na czas !!!