Mój blog jest Zwierzolubny. Przynajmniej ma ambicje takim być, gdyż zwierzęta
towarzyszyły mi przez całe życie i chociaż tak im się odwdzięczę za radość, którą mi dały. Nie może na nim więc zabraknąć świętego Franciszka z Asyżu, patrona zwierząt i hodowców ptactwa domowego. Nazywał zwierzęta braćmi mniejszymi i wygłaszał do nich kazania, jak do istot rozumnych. Dzisiaj, kiedy wiedza o zwierzętach jest o wiele szersza niż w średniowieczu, nikogo już nie dziwi rozmowa z psem czy innym domowym pupilem a i ja sama przyznaję, czasami wygłaszam kazania mojemu psu.
„Przez kartofliska dymiące w zamglonym miesiącu
zobaczysz pochód świętego idący w takt wierzby:
fale królików leśnych, same w szeleście gorącym,
psy oniemiałe nocą i konie błyszczące.
A na kołyskach świerków
skowronki osiadające w ławice świergotów.
Zobaczysz oślizłość księżyca jak pnącze
i pochylone jelenie, które zbierają w oczy żywe złoto.” – Św.Franciszek, Krzysztof Kamil Baczyński, fragment wiersza.
W kościele katolickim raz po raz nawiązywane są publiczne dysputy, czy zwierzęta posiadają duszę, czy nie, wychodzące od zawartego w Biblii założenia, że całe Boże stworzenie stanowi jedno. Święty Franciszek zwierzętom duszy odmawiał a dla mnie samej powyższy aspekt nie ma na ziemskim padole znaczenia, chyba, że jednoznaczne stwierdzenie kościoła na „tak” spowodowałoby rewolucję zmieniającą podejście wiernych do zagadnienia troski o zwierzęta jako elementu naszej na tym padole egzystencji (Opowiadanie: Wieczna miłość).
Wraz ze świętą Katarzyną ze Sieny, święty Franciszek z Asyżu posiadł katolicki tytuł
patrona Włoch. Asyż to miejsce narodzin św. Franciszka i św. Klary oraz miejsce ich wiecznego spoczynku. Asyż to także miejsce pielgrzymek wiernych i turystów z całego świata do bazyliki poświęconej świętemu Franciszkowi. Przed wejściem do bazyliki odczytujemy napis PAX (pokój) a Jan Paweł II zapoczątkował w Asyżu Światowe Dni Modlitw o Pokój.
Historia powiada, że bazylika wybudowana została na Wzgórzu pierwotnie zwanym Piekielnym, gdyż wykonywano na nim wyroki śmierci. W dniu kanonizacji świętego Franciszka (1228 rok) papież Grzegorz IX poświęcił miejsce budowy i zmienił nazwę wzgórza na Rajskie. Droga z piekła do nieba w średniowieczu była prosta i krótka, tylko gdzieś na niej, w tym wypadku, czyśćca zabrakło.
We wrześniu 1997 roku trzęsienie ziemi zawaliło sklepienie górne bazyliki, w wyniku którego na ziemię spadły i roztrzaskały się freski Giotta i Cimabuego. Ja bazylikę i świętego Franciszka odwiedziłam rok wcześniej ale tych konkretnych fresków, o których mowa nie pamiętam wobec nagromadzenia w tymże miejscu prawie pięćdziesięciu malowideł ściennych. Zarówno bazylika jak i sam Asyż wywarły na mnie niezapomniane wrażenie pod wieloma względami. Asyż wymaga zobaczenia a opisany został już na wszystkie możliwe sposoby, podobnie jak święty Franciszek, więc nie będę się powtarzać.
.
Asyż leży w Umbrii, krainie zwanej zielonym sercem Włoch (Cuore verde). Położona po środku Półwyspu Apenińskiego, otoczona lasami i jeziorami Umbria słynie z wieprzowiny, dziczyzny, orkiszu i trufli. Słynie też z czekolady a miastem czekolady w Umbrii jest Perugia, w której od 1993 roku organizowany jest festiwal czekolady EuroChocolate. Region posiada sztandar, flagę i godło, które nawiązują do święta dei ceri (świec), jednego z najstarszych świąt we Włoszech. Umbria jest śliczna, chociaż większość turystów stawia na sąsiednią Toskanię.
W 1994 roku hotel Victoria Inter.Continental w Warszawie był świadkiem, jako współorganizator, Dni Kuchni Włoskiej z regionu Umbrii. Przedsięwzięcie zakrojone było na dużą skalę, połączone z pokazem mody, sztuki regionu oraz wykładami na Uniwersytecie Warszawskim. Głównym organizatorem ze strony włoskiej była organizacja o nazwie „Ciao Umbria”, mająca między innymi za statutowe zadanie promocję regionu. O tymże wydarzeniu napiszę niebawem wspominając swoją pracę w Hotelu Victoria na stronach Jarzębiny pod hasłem: Co nam zostało z tych lat. Dzisiaj wspomnę jedynie o Sbandieratori, czyli o „powiewających flagami”.
Flagi jako symbol tożsamości znane były już w czasach Babilonu. Wykorzystywane były głównie do celów wojskowych ale i również jako ozdoby uświetniające różnego rodzaju uroczystości. Flagi są bardzo popularne we Włoszech, swoją posiada każde miasto i wioska a co roku odbywają się tam konkursy, pokazy, turnieje i mistrzostwa Sbandieratori. Żonglowanie flagami jest szalenie widowiskowe, wymaga sprawności technicznej i choreografi. No i wymaga odpowiedniej ilości miejsca wzdłuż, wszerz i w górę, gdyż rzucone pod niebo flagi łopoczą jak barwne ptaki skrzydłami na powietrzu zanim powrócą do rąk żonglera.
Kiedy „Ciao Umbria” przywiozła mi grupę Sbandieratori oniemiałam, widząc tę sztukę po
raz pierwszy. Zastanawiałam się, gdzie pokaz żonglowania flagami zaprezentować szerszej publiczności i wybrałam Łazienki, w których niestety pogoda tego dnia nie dopisała, to i odwiedzających było niewielu. Po południu niebo się rozpogodziło, na Placu Zamkowym odbywał się wielki festyn, już nie pamiętam z jakiej okazji, warszawska publiczność dopisała tłumnie a prowadzący zapowiedział „dworskich rycerzy z flagami” w sposób budzący olbrzymie zainteresowanie.
Aby zbyt daleko nie odbiegać od świętego Franciszka i zwierząt w tymże opowiadaniu na jego koniec wspomnę o truflach. Jest kilka rodzajów trufli, te z Umbrii to trufle czarne. Grzyby te rosną pod ziemią, w pobliżu korzeni drzew z czasem stając się ich pasożytem. Posiadają bardzo silny aromat a ze względu na cenę (najdroższe grzyby świata) ich zbieranie kontrolowane jest przez prawo. Za najlepszą uważa się białą truflę z Alby a jej cena w 2007 roku za 100 gram wyniosła prawie 800 Euro. W ubiegłym roku biały owocnik o wadze 1,08 kg został zakupiony za 200 tys. dolarów.
Przy jesiennym zbiorze trufli wykorzystuje się psy i świnie. Świnie niestety często pożerają znalezisko w przeciwieństwie do psów. Każdy pies, po odpowiednim przeszkoleniu ponoć nadaje się na zbieracza grzybów ale jedyną, oficjalnie uznaną rasą do zbierania trufli jest lagotto romagnolo, rasa znana od wieków we Włoszech a słabo rozpowszechniona w Polsce. Może dlatego, że w Polsce, pomimo, że rosną trufle, nikt ich nie zbiera z różnych względów.
Podsumowując, zwierzęta mogą być ludziom pomocne w życiu w różnych obszarach o ile ma się wiedzę na ten temat. Nawet świnka na smyczy wykonuje znakomitą robotę a nie tylko głaszcze nasze podniebienia w postaci szynki. Być może więc nie tylko „uduchowienie” braci mniejszych przez kościół ale przede wszystkim wiedza na temat ich umiejętności da asumpt do szacunku dla zwierząt, jakim darzył je święty Franciszek. Tylko komu się chce po tę „nieżyciową” wiedzę sięgać?
Zdjęcia: Mój pies Korek i moja szynszyla -2011. Asyż -1996; Sbandieratori – Łazienki
Królewskie 2004 – Archiwum Jarzębiny. Lagotto_romagnolo na Światowej Wystawie Psów Rasowych w Poznaniu, autor Pleple 2000,via Wikimedia Commons under GNU Free Documentation License.
P.S. Krzysztof Suliga, Dziennik Zachodni, 27 grudnia 2011: „Ktoś zakopał żywego psa. Owczarek niemiecki ledwo przeżył. Zwierzę zostało zakopane żywcem, w dzielnicy Pohulanka w Myszkowie, nieopodal ogródków działkowych. Z ziemi wystawała tylko psia głowa. Ze śmiertelnej pułapki wydobył ją jeden z działkowiczów(..). Ciężko mi uwierzyć, że zrobił to człowiek. Do czegoś takiego zdolny może być tylko zwyrodnialec – mówi Łukasz Gil z Myszkowa, który wraz żoną uratował od niechybnej śmierci chorą suczkę owczarka”.
Komentarz na FB: Agnieszka pisze: Jakie to potworne!!!!…Ale myślę, że proboszcz poruszy ten temat przy najbliższym kazaniu. Dlaczego miałby tego nie zrobić!!!???Przecież to tragiczne okrucieństwo. I chyba nikt nie powinien zostać obojętny!!!!!
Kamila pisze: Brak słów. Za takie sk……ństwo powinny być bardzo duże kary pieniężne.
Ja: świetny pomysł. Nic tak nie boli jak kasa – nawet pozbawienie wolności.
Facebook
Zwierzolubni