Gdybyś mię kiedy chciał odwołać Panie
od życia mego smutków i zawodów
i chwilek jego jasnych i słonecznych,
z ufnością rzeknę – Niechaj tak się stanie…
Lecz jeśli Panie – odwołasz mnie młodo,
wybacz, że jeszcze oczy me stęsknione
za siebie zwrócę w domu mego stronę….
Pozwól pożegnać się z srebrzystą rzeką,
z szumem kasztanów z lat moich dziecięcych,
pozwól mi w krzewy kwiatów wtulić ręce….
A jeśli myśl ma pobiegnie daleko
i łzy ostatnie cicho z oczu spłyną
i z roziskrzoną zmieszają się rosą -
i jeśli potem w locie ku niebiosom
wspomnienia czyjeś hen w gwiazdach mnie miną.
- Ty mi przebaczysz Panie…młodość moją.
I Ty przebaczysz, wielki, dobry Boże,
że zanim dni me kiedyś się ukoją
i cichą piosnką popłyną w przestworze -
pragnę Cie prosić dziś szczerze, serdecznie:
pozwól mi umrzeć w ciepłą noc majową,
by mi pachniały bzy nad senną głową.
Wisła, w kwietniu 1938 r.
„Hejnał” 1938, R.10. z.5
Zwierzolubni