W swoich poszukiwaniach, na które, niestety nie mam zbyt dużo czasu, natrafiłam na
postać Bhagwana Shree Rajneesha zwanego Osho (1931 – 1990), dla mnie postać niezwykle malowniczą a w opinii świata niezwykle kontrowersyjną. Hinduski guru, żyjący w Indiach i w Stanach Zjednoczonych, inspirator ruchu o mianie ruchu Osho, autor kilkuset książek, przeciwnik jakiegokolwiek systemu wiary, mistyk, oświecony orator, magister i wykładowca filozofii, zwolennik seksualnej wolności nazwany guru seksu, krytyk socjalizmu i Ghandiego, posiadacz kolekcji Rolexów i Rolls-Royce’ów zwany również guru ludzi bogatych, oskarżany o założenie destrukcyjnej psycho-sekty i cytowany regularnie przez Times of India.
„Problem nie tkwi w tym, jak osiągnąć wolność. Wolność jest twoją wewnętrzną naturą. Nie musisz jej osiągać. Problem tkwi w tym, jak pozbyć się kajdan: przede wszystkim musisz rozpoznać i zrozumieć, że kajdany są kajdanami, a nie ozdobą. Więzienie jest więzieniem, a nie domem. Istnieje tysiąc rodzajów kajdan. Wleczesz je za sobą z nadzieją, że jakoś dociągniesz do cmentarza. Wydaje się, że na tym świecie, ulgę i odpoczynek możesz znaleźć tylko w grobie. Gdziekolwiek indziej się znajdziesz – znowu kajdany, znowu więzienie. Nazwy się zmieniają, kształty się zmieniają… chrześcijanin staje się hinduistą, hinduista chrześcijaninem, ale to tylko zmiana więzienia – tak naprawdę nie ma żadnej przemiany, żadnej wolności. To tylko zmiana starych kajdan na nowe. Nie pytaj jak osiągnąć wolność – pytaj jak ją utraciłeś. Urodziłeś się wolny, jak zatem stałeś się niewolnikiem? Urodziłeś się jako ludzkie istnienie jak stałeś się chrześcijaninem, mahometaninem, hinduistą? „ – pisze Osho.
Ktoś z moich znajomych, niestety nie pamiętam już kto, zauważył, że Osho udaje, że nie zna prawa karmy a więc w swoim pojmowaniu a przede wszystkim głoszeniu wolności nie bierze pod uwagę ani karmy obciążającej ani zasługi karmicznej. Mając jednak na względzie, że od teorii karmy, którą wielu przyjęło jako fakt, nie ucieknie Osho uczył również technik oczyszczających. Na zakończenie znajomy dodał, że podświadome tendencje zawsze wygrają i dlatego należy je konsekwentnie u siebie poznawać i o ile się da, przeprogramowywać.
Moja babka, Agni P. wierzyła w reinkarnację a więc tym samym wierzyła w prawo karmy.
„Karma przejawia się poprzez reinkarnację a motorem dla reinkarnacji z kolei, jest karma. Reinkarnacja w naszym, europejskim systemie myślowym jest nieuznawana. Jednak w innych systemach jest obecna i tworzy ważny element struktur myślowych. Tylko w kręgu religii chrześcijańskiej, zmodyfikowanej we wczesnym średniowieczu przez ojców kościoła (Sobór w Nicei w 375 r. – reinkarnacja została wykreślona z oryginalnej nauki Jezusa przyp. mój) , z niewiadomych względów, została wykreślona. (….)Teoria reinkarnacji i ezoteryka jako całość łączy wszystkie koncepcje człowieka w jeden spójny system. Znajduje wspólny mianownik dla wszystkich religii, filozofii i nauki. Można za jej pomocą wyjaśnić zagadki psychiki ludzkiej i zrozumieć „nieznane”. ” – Joanna Rajska, Ezoteryka.
Agni P. nie tylko wierzyła w reinkarnację ale podawała swój osobisty przykład na dowód
istnienia duszy, jako nośnika świadomości w wielokrotnie przyjmowanym ciele fizycznym. Opowiadała o swoich poprzednich wcieleniach a swoje pierwsze małżeństwo traktowała jako karmę obciążającą, gdyż, o ile dobrze rozumiem istotę reinkarnacji, każde następne wcielenie jest konsekwencją wcieleń poprzednich. W wydawnictwie „Hejnał” można odnaleźć wiele artykułów nawiązujących do tego tematu, który zakończę słowami Joanny Rajskiej:
„Idea reinkarnacji była tak skutecznie tępiona, że zapomniano o niej na długie wieki. Potem do jej tępienia włączył się jeszcze pierwotny, prymitywny materializm. Ta forma materializmu powoli odchodzi w zapomnienie (przynajmniej w kręgach bardziej światłych) W tej chwili w społeczeństwach mających chrześcijański rodowód wielu ludzi ideę reinkarnacji już akceptuje.”
Jakiś czas temu do mojego znajomego Francika z Wisły, autora opracowania o ezoterykach w Wiśle, napisał pan Bogusław Bujok a ja poprosiłam o zgodę na publikację jego opowieści o mojej babce. Bardzo dziękuję panu Bogusławowi za zgodę na zacytowanie niniejszej treści listu:
„Wielkie dzięki za „Ezoteryków”. Z dużym zainteresowaniem przeczytałem ten materiał. Tak się składa, że pewne fakty wiążą się z moją rodziną. O Agnieszce Pilchowej nasłuchałem się trochę w domu, szczególnie jak żył jeszcze mój dziadek Michał Bujok (zmarł w 1981 roku, a ja miałem wówczas 17 lat). Dziadek był bardzo pobożnym człowiekiem i sporo mi o Pilchowej opowiadał. Miał chyba wszystkie jej książki i wszystkie roczniki Hejnału. Niestety cała jego biblioteka przepadła po jego śmierci. Jego trzecia żona (nie moja babcia) rozdała wszystkie te książki nie wiadomo komu. Sprzeniewierzyła się tym sposobem jego ostatniej woli, bo cała biblioteka miała mi przypaść po jego śmierci. Ale to już historia więc nie chcę jej tu roztrząsać.
Z historią Agnieszki Pilchowej zetknąłem się też niespodziewanie podczas nauki w technikum w Żywcu. Niemieckiego uczyła mnie miła, starsza pani pochodząca z Ustronia, prof. Bednarska. Opowiadała mi jak podczas wojny, będąc dzieckiem, razem ze swoją mamą udały się z Ustronia do Agnieszki Pilchowej, aby dowiedzieć się czegoś o jej ojcu, który zaginął gdzieś i nie wiadomo było czy żyje. Ojciec jej działał w ruchu oporu i ukrywał się gdzieś w Małopolsce. Samo spotkanie z Pilchową było ciekawe, bo jak mi opowiadała, bolał ją strasznie ząb. Nie chciała tego po sobie pokazać, lecz Pilchowa od razu to zauważyła i pogłaskała ją po policzku. Ból zęba natychmiast minął. Potem jej matka rozmawiała z Pilchową na temat ojca. Pilchowa powiedziała, że żyje. Przedstawiła im swoją wizję, gdzie
oddział partyzantów ucieka do pobliskiego lasu, przez okno jakiegoś domu przez obławą niemiecką. W oddziale tym był ojciec mojej profesorki. Po wojnie szczęśliwie odnaleźli się i ojciec dokładnie potwierdził sytuację, którą „widziała” Pilchowa. Niestety już wtedy nie żyła i nie mógł jej za to podziękować.
Babcia moja – Maria Bujok (pierwsza żona dziadka, zmarła w 1959) pochodziła z Kamiennego z domu, o którym wspominasz w swoim opracowaniu. Mitręga był jej ojczymem. Ona sama była służącą u Pilchowej zanim wyszła za mąż. Gwoli ścisłości to Stach Kurletto nie ukrywał się w domu Mitręgów, lecz w małej chatce na Kamiennym w pobliżu tego domu. Chatka ta stała na skraju lasu po lewej stronie drogi (żółtego szlaku) za wychodniami skalnymi pod samym szczytem Kamiennego. Podobno są jeszcze ślady kamiennych fundamentów. Dziś w domu Mitręgów mieszka mój wujek Andrzej Mickiewicz-siostrzeniec babci). Ja pochodzę „ze zborowego”, gdzie do dziś mieszkają rodzice. Pamiętam dobrze najstarszą córkę Pilchowej – Annę (nie wiem czemu wszędzie piszą Anita?) Frank, żonę pastora Adolfa Franka. Razem z jej wnukiem byliśmy kilka razy w Sfinksie zanim go sprzedali. Pamiętam też słabo Jana Pilcha, który pod koniec swojego życia mieszkał u córki, gdy już sam był dość nieporadny z racji podeszłego wieku. To tak krótko i trochę chaotycznie o moich „związkach” z Agnieszką Pilchową i jej rodziną. Jest to bardzo interesujące i chętnie czytam wszystkie dostępne materiały z tym związane.(…) Jeszcze raz dziękuję za interesujące opracowanie. Pozdrawiam.”
Ja również pozdrawiam moich czytelników i obiecuję z czasem napisać więcej o Agni P. Na zakończenie zaś zacytuje Osho:
” Człowiek nie nauczył się jeszcze, jak poznać piękno samotności. Zawsze tęskni za kimś, zawsze pragnie być z kimś – z przyjacielem, z żoną, z mężem, z dzieckiem… z kimś. Stworzył więc społeczności, kluby, partie, ideologie, kościoły. U podstaw tego tkwi potrzeba, by jakoś zapomnieć o własnej samotności. Będąc powiązanym z tak wieloma tłumami próbujesz zapomnieć o czymś, co pojawia się natychmiast po zapadnięciu ciemności – o tym, że urodziłeś się samotny, że umrzesz samotny, że cokolwiek robisz – jesteś samotny”.
Zwierzolubni
Bardzo się cieszę, że pojawiają się nowe fakty, które potwierdzają to, co napisałam i co wiemy.
Agni była wyjątkową osobą, opowiadałam teraz o niej i o innych kobietach na spotkaniu w Bielsku.