Witam na stronie Jarzębiny.
Dlaczego Jarzębina? Z trzech powodów. Po pierwsze, jest to „moje drzewo” według horoskopu celtyckiego. Po drugie – Jarzębiny najpiękniejsze są na jesieni, kiedy obsypują się czerwonymi koralami a ja właśnie jestem w jesieni życia. Po trzecie – Krzysztof lubił mój nick. Mówił, że przyzwyczaił się tak mnie nazywać, więc tak już zostało.
Z wykształcenia jestem hotelarzem. Większą część życia spędziłam w hotelach, nie tylko tego zawodowego. Zwiedzałam świat, byłam w wielu miejscach tej Ziemi i w wielu jeszcze nie byłam. Mówię lepiej lub gorzej w kilku językach. Trzydzieści lat spędziłam w Orbisie. Mam olbrzymi sentyment do tej firmy i nie potrafiłam obojętnie się przyglądać, co się z nią działo na przestrzeni ostatnich kilku lat. Jedna z najstarszych polskich marek zniknęła po prostu z biznesowego firmamentu w dziewięćdziesiątą rocznicę swojego istnienia. Ukończyłam studia hotelarskie a potem studia podyplomowe ze strategicznego zarządzania zasobami ludzkimi. Pracowałam w warszawskich hotelach Victoria Inter.Continental i Orbis Europejski oraz w centrali Orbis przy ulicy Brackiej w Warszawie dopóki mnie nowy, francuski inwestor zagraniczny a później właściciel Orbisu bezpardonowo nie zwolnił na początku 2006 roku. Moja kariera zawodowa jeszcze się nie zakończyła. Nie wiem, co jeszcze będę w życiu robiła……..
Jestem warszawianką. Mieszkam w Warszawie od urodzenia. Gdzie będę mieszkała jutro, tego jeszcze nie wiem. Moja mama była beskidzką góralką, ojciec pochodził z małej, kieleckiej wsi. Moja babka po kądzieli zasłynęła przed wojną jako Agni P. – Jasnowidząca z Wisły. Oprócz przepowiadania przyszłości moja babcia zajmowała się bioenergoterapią, również na odległość oraz pracą literacką. Zostawiła po sobie obfitą spuściznę w postaci pamiętników, podobnie jak jej mąż a mój dziadek. Obydwoje prowadzili w latach 1930 -39 redakcję popularnego na Śląsku i nie tylko wydawnictwa „Hejnał” o tematyce ezoterycznej.
Czasami się zastanawiam, czy nie odziedziczyłam po babce zdolności jasnowidzenia.
Określiłabym tę przypadłość patrzeniem w przyszłość na krótkich dystansach.
Ojciec był inżynierem specjalizującym się w budowie statków. W czasie Drugiej Wojny Światowej należał do AK a także prowadził tajne nauczanie. W tym duchu mnie wychował. Po wojnie zakotwiczył się na stałe w stolicy jako dyrektor techniczny Warszawskich Stoczni Rzecznych. Mama była schorowaną osobą. Przez wiele lat prowadziła korespondencję ze swoja siostrą, Janką Pilchówną, przebywającą na stałe w Brazylii. Literatką, poetką i malarką. Lekturę tych listów rozpoczęłam niedawno, dopiero po śmierci Janki i bardzo ją przeżywam. W jej opowiadaniach i wierszach odnajduję również swoje życie. Przyrodni brat mamy, Stach Kurletto, malarz, również mieszkał na stałe w Brazylii. Można więc powiedzieć, że pochodzę z utalentowanej rodziny.
Moją jedyną bliską rodziną dzisiaj jest mój syn. Nie mam rodzeństwa, jestem jedynaczką. Córeczka, Magda, zmarła wkrótce po urodzeniu. Mam wielu znajomych i grono wypróbowanych przyjaciół. Mam też pieska. Nazywa się Korek na co dzień a od święta nosi dumne imię Korkoran po takim jednym odważnym kapitanie z dziecięcej książeczki. Przygarnęłam go ze schroniska, kiedy zaginął mój ukochany piesek rasy Shih Tzu, Nikita. Nikita gdzieś jest, wierzę w to – i może jeszcze się spotkamy.
Krzysztofa poznałam kilka lat temu. To on mnie namówił do pisania i zainspirował. Pisałam głównie do niego i dla niego a on to znosił cierpliwie. Należy do tych nieprzeciętnych osób, spotkanie z którymi pozostawia niezatarte piętno. Jest utalentowany, wspaniale pisze zarówno prozą jak i wierszem……
Dziękuję Ci Krzysiu,
Jarzębina

Zwierzolubni