Zakupiłam, bezpośrednio od jednego z autorów, książkę pod długaśnym tytułem: „Liman –
Sukces unikalnej w historii Polski szkoły dokonaniami jej 50-ciu absolwentów z lat 1950-1960 opisany. Historia ostatnich osiemdziesięciu lat sercem i oczami świadków widziana subiektywna, ale uczciwie zrelacjonowana „inny punkt widzenia” przedstawiająca. Życiorysami udowadniająca, że nawet w czasach PRL można było żyć uczciwie, godnie i patriotycznie a nawet ciekawie, barwnie i wesoło.”
Jest to, jak czytam jedna z pięciu książek opowiadających o warszawskim Żoliborzu lat powojennych i na jego tle losów absolwentów Limana tamtych lat, czyli absolwentów Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. Bolesława Limanowskiego w Warszawie. Pod tą nazwą ja to liceum ukończyłam, o czym wspominam w opowiadaniu „Jedynka”.
Jeden z absolwentów, znany publicysta i historyk Andrzej Garlicki pisze w tejże książce o szkole jak na historyka przystało: „Zdawałem maturę przed 50 laty (….). Na moim świadectwie maturalnym widnieje skrót TPD, bo w 1949 r. po wyeliminowaniu PPS (szkoła założona została przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci utworzone przez Polską Partię Socjalistyczną – przyp. mój z informacji pozyskanej od tegoż autora) połączono RTPD z jego raczej fikcyjnym chłopskim odpowiednikiem (ChTPD) tworząc Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Rychło przekazano mu większość państwowych dotychczas szkół, co pozwoliło wyeliminować z nich nauczanie religii bez łamania zawartego w 1950 r. porozumienia państwa z Kościołem. Szkoła była od przedwojny świecka i koedukacyjna. Świeckość nie oznaczała wojującego ateizmu, a jedynie to, że nie było lekcji religii.” a Zbigniew Religa, również absolwent Jedynki dodaje: „Ja pochodzę z rodziny katolickiej (…) Ale muszę jasno powiedzieć: ja nie jestem wojującym ateistą. Wydaje mi się, że jestem przykładem osoby tolerancyjnej. Moje dzieci były wychowane tak, jak same chciały. Jeśli chciały chodzić na religię, to mogły. Nigdy im nie zabraniałem. Zresztą nigdy na temat nie rozmawiałem z nimi, dawałem im pełne prawo wyboru.”
Iskra Wrzos (Marczykowa) dodaje: „Tak oto w III republice – w odróżnieniu od drugiej – nie istnieje ani jedna świecka szkoła: po prostu nie ma się kto o nią upomnieć, jako, że nie odrodziła się partia prawdziwych społeczników, jakimi byli członkowie PPS…”
Bronisław Geremek, Marek Kotański, Janusz Głowacki, Marian Jonkajtys, Wilhelm Dichter, Jarosław Abramow-Newerly, Zbigniew Zapasiewicz, Jerzy Bończak, bracia Damięccy, Ryszard Parulski, Andrzej Strejlau, Stanisław Jerzy Komorowski, Tomasz Łubieński, Radosław Piwowarski, Marek Nowicki, Wanda Szemplińska….lista znanych absolwentów z tamtych i nie tylko z tamtych lat jest długa. Autor opracowania przypisuje „czarodziejską moc” szkole, która wydała tylko w jednym dziesięcioleciu tak wielu wybitnych i znanych ludzi. Janusz Żarnowski, m.in. profesor Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk zaś twierdzi „W mojej drodze życiowej prawie co dzień stwierdzam wielką rolę nauczania i wychowania, które odebrałem w Szkole Limanowskiego”.
Przyznaję, że kiedy rozpoczynałam naukę w Limanie niewiele wiedziałam o historii szkoły a
o jej patronie Bolesławie Limanowskim nie wiedziałam nic w odróżnieniu od Reja, Batorego czy Sempołowskiej, o których to szkołach średnich się wtedy „mówiło” a dostanie się do nich nobilitowało. Liman cieszył się renomą szkoły znanej ze swoich pedagogicznych umiejętności, gdyż przygarniała „wiecznych uczniów”, którzy mieli gdzie indziej problem z dotarciem do matury w rozsądnym czasie, tworząc klasę przez nas nazywaną „przerośniętych”. Poza tym ja znowu takim wielkim orłem nie byłam, żeby sobie wysoko stawiać poprzeczkę a wprost przeciwnie, wiele spraw miałam wtedy w głowie ważniejszych, niż nauka. Absolwenci, o których mowa jeszcze wtedy znani nie byli a poza tym myślę, że i inne warszawskie szkoły średnie też mają się kim pochwalić.
„Nie przypominam sobie żadnych próbnych matur – wspomina dalej Andrzej Garlicki- choć cały program 11 klasy miał nas przygotować do matury. Zdawało się ją z 5 przedmiotów (polski, matematyka, fizyka, historia i nauka o Polsce i świecie współczesnym)…(…) historii uczyliśmy się z tłumaczonych na polski podręczników radzieckich. Podręczniki przedwojenne były wyklęte i zakazane, a polskich, marksistowskich jeszcze nie było.”
Któraś z absolwentek wspomina też profesor Liberową, która ucząc łaciny przemycała na zajęciach historię starożytną a inna nauczycielkę języka polskiego, która historię literatury Ignacego Chrzanowskiego skrzętnie skrywała pod okładką z szarego papieru.
Nazwiska pedagogów wymieniane w książce są mi znane, chociaż nie wszyscy mieli zajęcia z moją klasą. Dobrze pamiętam profesor Pawłowską, nauczycielkę języka polskiego, która doceniała moje wypracowania, legendarna już dla szkoły profesor Libera również utkwiła mi w pamięci, wychowawczyni, nauczycielka matematyki o nazwisku Mordwiłłko, którą później wymienił w mojej klasie dyrektor szkoły o nazwisku Rżysko a także nauczycielka fizyki, profesor Samborska, straszna „piła”.
Kiedy dostałam zapalenia wyrostka robaczkowego i wylądowałam najpierw w szkolnym gabinecie lekarskim a zaraz potem w szpitalu, w tymże gabinecie podeszła do mnie i powiedziała:
- po lekcji fizyki? Nie udaje…
W Jedynce uczyła, chyba języka polskiego, również mama Zbigniewa Zapasiewicza. Przy „notce’ aktora znajduję między innymi taką oto treść: „ Uczył się w „jedynce”, mieszkał w III kolonii, w Tęczy oglądał filmy. Zbigniew Zapasiewicz wychował się na żoliborskim WSM-ie. Warszawskiej dzielnicy z lewicowym etosem rodzącej więcej inteligentów i naukowców niż jakiekolwiek inne miejsce w Polsce”.
To na warszawskim Żoliborzu, na jednym placu spotykają się ulice trzech wieszczów: Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego. Tutaj ma swoją ulicę Żeromski, Kasprowicz, Reymont, Kochanowski, Przybyszewski, Staff, Or-Ot i Broniewski.
Maria Broniewska, przybrana córka poety z drugiego małżeństwa również była absolwentką Jedynki.
Absolwentom Limana książkę polecam, gdyż zawiera kawał historii i trochę sentymentów, chociaż szkolne wspomnienia mocno już zamazał czas i prawdę powiedziawszy oczekiwałam ich więcej. Znaczną część tej pozycji pan Wiesław F.Filipczak, od którego książkę zakupiłam, poświęcił swojej biografii i swoim wspomnieniom, nie uciekając też, ku memu zaskoczeniu, od pikantnych faktów utraty cnoty i małżeńskich zdrad. Wspomina między innymi jedną z żon Bieruta, która pracowała w żoliborskim przedszkolu oraz wyraża własne opinie, również na temat IPN. Odszukał mnie na Jarzębinie i jak mnie poinformował, książka jest dostępna jedynie za jego pośrednictwem. Chętnym przekażę kontakt.
Z mojego rocznika w kontakcie jestem z niewieloma osobami. Większość koleżanek i
kolegów rozrzuciło po świecie. Na spotkaniu z okazji 65-lecia szkoły w 2000 roku byłam tylko ja jedna. Szacowny budynek przy ulicy Felińskiego w Warszawie zmienił się z zewnątrz niewiele. Wielkie, pięciopiętrowe gmaszysko z dużym boiskiem. Pamiętam strome, mocno wyślizgane kapciami uczniów, kamienne schody i wyślizgane tylną częścią ciała poręcze. Dzisiaj jest tam winda. Dla kogo jeszcze ta szkoła była albo będzie windą do przyszłości?
Facebook
Zwierzolubni