Moja Jarzębina była ostatnio okropnie zajęta, tyle co dała nam jeść i pić, mnie i szynszylom i
z łaski ze mną się przespacerowała a o pogadankach, drapaniu za uchem i smakołykach można było zapomnieć. Nawet zaczęło mi jej kazań brakować. Wzięła udział w jakimś konkursie, powiedziała, że w moim imieniu też i będę zmuszony odciskiem swojej łapy potwierdzić prawa autorskie do moich wypowiedzi na jej blogu i dać zgodę na umieszczenie mojego wizerunku. Nie każdy mój wizerunek mi się podoba ale niech ma. Potem wdała się w dyskusję z organizatorem, żeby coś tam wyjaśnić, bo ona z natury jest bardzo podejrzliwa, szuka dziury w całym, kiedy coś dla niej nie jest transparentne od razu węszy przekręt albo niekompetencję. Węszyć to mogę ja.
Zanim się to wszystko zaczęło poszliśmy do wielkiego supermarketu dla zwierząt i zrobiliśmy zapasy chyba na całą zimę….Ale się tam napatrzyłem na różne akcesoria dla mnie….fotkę sobie cyknąłem przy klatkach do przewożenia, mam nadzieję, że one są tylko do przewożenia a nie do zamykania, na przykład za karę. Obwąchałem co się da, biznes się kręci nieprawdopodobnie a reklama reklamę pogania…..
Zakupiliśmy małą torebkę suszonych jabłuszek dla szynszyli za 6 złotych, szyle się rzuciły na te jabłka jak ja na kość, więc teraz się ciągle jabłka za 1 zet za kilogram na kaloryferze suszą. Kupiliśmy też opakowanie patyczków za złotych 3, 50 a szyle obgryzały te patyczki dokładnie tak samo jak ja obgryzam kość, więc teraz też z każdego spaceru znosimy do domu patyczki. Kości nie znosimy.
Nastąpiła także zamiana miejsc, na chwilę szynszyle były wolne a ja siedziałem w klatce.
Wszystko to w ramach postępującej integracji międzygatunkowej czyli poznania świata z innej perspektywy a przy okazji klatkę się wyszorowało. Sprawowałem nadzór nad postępem prac porządkowych. Jarzębina była zła, ona nie lubi pracować pod nadzorem a poza tym, jak już klatka była czysta to trzeba było też posprzątać łazienkę, w której siedziały przez kilka godzin szynszyle. Po mnie też trzeba sprzątać????
Szynszyle skaczą na kilka metrów w górę, wskoczyły więc bez problemu wszędzie, do wanny, na półki, do koszyka z pachnącymi suszkami i do pojemnika z papierem toaletowym ale go nie wykorzystały. Pani w sklepie zoologicznym, do którego poszliśmy po piasek do kąpieli dla szyli opowiedziała nam, że jej szynszyla też biegała sobie po łazience swobodnie i w nocy się utopiła w sedesie.
Panowie – zamykajcie klapę od sedesu, proszę! I panie też!
Osobiście mam określony stosunek do gryzoni ale to nie znaczy, że należy je skazywać na niechlubną śmierć w męczarniach. Schrupanie jest w mojej opinii bardziej humanitarne a przynajmniej zgodne z naturą, czyli z regulaminem. Regulamin co prawda można podważyć, tak jak naturze się można sprzeniewierzyć. Na dowód moje zdjęcie w klatce szynszyli, gdyż siedzenie w klatce to natura szynszyli a moja nie, chyba, że w podróży albo w schronisku albo w domu…za karę?????
To pewnie moja kara za grzechy w poprzednim wcieleniu czyli karma obciążająca, to siedzenie w klatce.
„…..w religiach Dalekiego Wschodu zwierzęta zawsze miały wysoką pozycję. Wynikało to z wiary w reinkarnację i wieczną wędrówkę dusz, co czyniło zwierzę krewniakiem człowieka w kolejnych wcieleniach. Mimo tego uważano, że przybranie w kolejnym wcieleniu postaci psa, świni czy niewolnika jest karą za grzechy. Tak twierdzą Upaniszady, najmłodsze z Wed — zbioru najstarszych tekstów indyjskich. Umieszczając psa i świnię bardzo nisko w hierarchii, za najmądrzejsze zwierzę uznają słonia, gdyż „tylko on pamięta swe dawne wcielenia i dlatego rozpamiętując je, trwa w pokoju”. - Pies w życiu i wierzeniach naszych przodków, Katarzyna Filipczak, Dwumiesięcznik ZKwP „PIES” nr 1(279)2000
W poprzednim wcieleniu byłem jak nic szynszylą, bo mi to siedzenie w klatce aż tak bardzo nie przeszkadzało, mało tego, jak już do niej wlazłem, to nie chciałem wyjść. Ciekawe jak wysoko w hierarchii były szynszyle? Nie wyglądają na futrzaki, które coś rozpamiętują. Ja z racji ograniczonej pamięci warunkowej nie rozpamiętuję nic. Może to i dobrze, że nie pamiętam uraz i krzywd i złego traktowania i porzucenia…Jarzębina tylko twierdzi, że mam psychikę nadszarpniętą i zwichrowaną….tak jak ona. Ech…nie ma skutku bez przyczyny.
.
Gdyby wszystko na tym świecie było zrozumiałe i wiadome, życie przeszłe i przyszłe, historycy nie mieliby co robić a jasnowidze czego przepowiadać. To jednak jest niemożliwe ale prawo może być transparentne i sprawiedliwe, gdyż niby od nas zależy, bo niby my je tworzymy. Jarzębina twierdzi, że w Polsce mamy demokrację, czyli prawem powinna być wola większości obywateli a prawo powinno być jasne, akceptowalne i zrozumiałe oraz wyjaśniane. Z tą większością to też różnie bywa. U nas w domu szynszyle są w większości i jaką mamy większość takie mamy prawo a z reguły to wygląda tak, że to Jarzębina o prawie stanowi a my nic nie mamy do gadania.
Gdybym miał tę złotą rybkę….trzy życzenia to by było za mało.
Mam nie być pazerny na życzenia, tak twierdzi Jarzębina, tylko je przemyśleć, zawsze w jednym można zawrzeć dwa, tylko należy wiedzieć, czego się tak naprawdę chce i być precyzyjnym w formułowaniu myśli, żeby rybka nas dobrze zrozumiała.
Dostałem nareszcie kazanie. Jak to dobrze, że się to wszystko już skończyło i życie wraca do normy. Ech…

Zwierzolubni